O losowości w grach planszowych słów kilka

W swoim tekście o Zakazanych Gwiazdach Grzegorz zawarł stwierdzenie (co prawda stwierdzając, iż to stereotyp) „pewnie kolejna zabawa w rzucanie kostkami i przesuwanie figurek”, które uważam za bardzo krzywdzące dla wszystkich gier „ameri” z losowością w walce.

Eurosucharzysci lubią często powtarzać, iż jakikolwiek wpływ losu na wynik gry sprawia, że gra staje się zabawą i przestaje być poważną wymagającą wysiłku intelektualnego partią. Bardzo często spłycają oni losowość gry do tego, że przez nią wygrywają słabsi dzięki szczęściu.

Z moich doświadczeń z wielu gier z losowością w walce wynika, iż los utrudnia optymalizacje, dodaje więcej zmiennych i właśnie z tego powodu czyni grę trudniejsza.  Inaczej mówiąc bitwa „niepoliczalna” wymaga wzięcia pod uwagę większej ilości czynników, a to wymaga nieco większego wysiłku, niż wybranie takiej karty w Kemecie, aby wygrać niezależnie od tego, co zrobi przeciwnik.

Przyznam, iż o wyniku partii w Wojnie o Pierścień może zadecydować parę rzutów kością, lecz by te rzuty na poziomie taktycznym miały znaczenie trzeba najpierw doprowadzić do odpowiedniej sytuacji na poziomie strategicznym, co już wymaga myślenia. Dodatkowo trzeba brać pod uwagę, iż z powodów losowych plan może się nie powieść (w grach bez losowości, gdzie wszystko jest jawne od razu wiesz czy atak się uda, co zwalnia Cie z myślenia nad alternatywami), przez co trzeba więcej myśleć by opracować plany B, C itp.

Rzut kości w Wojnie o Pierścień

Dla mnie los w bitwie pozwala za to czasem wyrównać szanse, w czystych euro często wygrywa ten kto lepiej zna grę.

W wielu grach z bitwami, jakie znam los jest tylko elementem, który należy brać pod uwagę decydując się na starcie. I rzadko bywa on decydujący.

Wracając do Wojny o Pierścień teoretycznie w atakując trafiam, na 5-6 na k6, ale wybierając odpowiednią taktykę starcia (karty bitwy) mogę to prawdopodobieństwo zmienić na swoją korzyść (plusy do trafień), dodatkowo odpowiednio dobierając skład armii (dowódcy-przerzuty) czy wreszcie wybierając pole bitwy (niektóre karty działają np. w polu inne w ataku na twierdze) też wpływam na swoje szanse. Jeśli wygram starcie to w dużej mierze z uwagi na to, że lepiej się przygotowałem do niego, dokonałem przetasowania sił, dobrałem bardziej trafne karty do sytuacji taktycznej, los miał pewne znaczenie, ale niedecydujące.

Każda walka to nie same rzuty kością, lecz kilka decyzji, zarówno poprzedzających starcie, przygotowujących grunt do niego, jak też w trakcie bitwy.

Warto zauważyć, iż w wielu grach na los można wpływać. Przykładowo w Burning Suns, załóżmy że moje jednostki standardowo trafiają na 1-3, ale w trakcie gdy mogę dokupić sobie dla nich ulepszenie +2 (wybór strategiczny) oraz zagrać w bitwie kartę, która da mi + 2, trafiam wtedy 1-7 na 8 ściennej kostce.

Ulepszanie jednostek w Burning Suns

Sam zwiększyłem swoje szanse na wygrają, własnymi decyzjami i myśleniem, jeśli będę walczył z przeciwnikiem, który nie inwestował w armię i jego jednostki dalej trafiają 1-3, to jest to wina tego, iż nie było on przewidujący i nie starał się polepszyć swojej sytuacji taktycznej w trakcie bitew.

W dobrze zbalansowanej grze z losowością wygrywa nie ten, kto ma większe szczęście, ale ten, kto przemyślaną strategią doprowadzi do sytuacji, gdy czynniki losowe (w tym te negatywne) będą miały większy wpływ na przeciwnika niż na niego.

Krótko mówiąc w grach z losowością w walce należy dążyć do wypracowania takiej sytuacji, w której los grałby na Twoją korzyść (trzeba wymyślić jakiś fortel, przeczekać, albo sprowokować przeciwnika do walki kiedy indziej lub gdzie indziej, tak, aby w tym konkretnym miejscu i czasie,  na jakim Mu zależało, i mieć wypracowaną przewagę).

Wiadro kości

Niejednokrotnie byłem świadkiem sytuacji, gdy jeden z graczy przegrał starcie wystawiając nie ulepszone jednostki, nie zagrywając kart, podczas gdy drugi przed walką zapewnił sobie trafienia 1-7/8, oczywiście ten pierwszy stwierdził, że walki są głupie i losowe. Fakt były takie, tyle, że dla jego armii, bo miał takie same szanse jak reszta by to zmienić.

Dla mnie strategiczne gry wojenne to gry w zarządzanie ryzykiem. Generalnie, niektórzy gracze chcieliby wiedzieć ze na 100% wygrają. W prawdziwym życiu rzadko kiedy jest coś pewne na 100%. I można decydować, czy np. 20% szans na porażkę, to ryzyko które się podejmuje, czy jednak nie.

Jak ujął to Farmer

„Cezar, Napoleon i inni wielcy dowódcy podejmowali swoje decyzje mając ograniczoną wiedze o siłach przeciwnika czy chociażby pogodzie w dniu bitwy. Ich decyzje były potem wprowadzane w życie przez mniej lub bardziej kompetentnych podwładnych oraz żołnierzy mających lepsze lub gorsze morale w danym dniu.”

Na każdym z tych etapów wpływ wielu losowych elementów miał pewne znaczenie, a czasem wprost wpływał na wynik walk. 

Ciekawy opis takich sytuacji z historii dał Raj w swoim felietonie na Games Fanatic .

Co do samej wojny, to pozostaje powtórzyć za Clausewitzem:

Żadna ludzka działalność nie styka się z przypadkiem tak często i tak ściśle jak wojna„.

Robert „Rocy7” Cymbalak

Robert

Robert "Rocy7" Cymbalak

Gram w różne gry, ale to klimat jest najważniejszy, zwłaszcza kosmiczny.
Lubie gry 4X, strategie, figurkowe gry bitewne w kosmosie oraz dungeon
crawlery.

Ulubione gry: Dropfleet Commander, Burning Suns, Forbidden Stars, The Others 7 Sins.
Robert