Lembitu. Recenzja

Poznawanie w szybkim tempie dziesiątek nowych gier sprawia, że na każdą nowość reagujemy coraz spokojniej. W zalewie tytułów o kowbojach, piratach, smokach czy Marsie każdy nieco bardziej oryginalny tytuł powinien przynajmniej budzić zainteresowanie. Dla mnie takim tytułem jest właśnie Lembitu – gra niszowa jak mało która, bowiem opowiadająca o średniowiecznej Estonii. Przyznam szczerze, że mimo studiów historycznych o przeszłości tego malutkiego kraju wiem bardzo niewiele, więc wydane przez 2D6.EE dzieło Aigara Alaveera przyciągnęło moją uwagę. Gdy się zaś dowiedziałem, że jest to w pewnym sensie logiczna gra z kostkami, wiedziałem, że dam Lembitu szansę.

Braveheart po estońsku

Na początku recenzji przybliżę nieco tło historyczne wydarzeń, w których przyjdzie nam brać udział, bo zakładam, że większość osób o Estonii wie niewiele lub zgoła nic. Akcja gry toczy się w drugim dziesięcioleciu XIII wieku, kiedy to swoją ekspansję na terenach nadbałtyckich prowadził Zakon Kawalerów Mieczowych. Rycerze Ci zmierzając na północ stopniowo podbijali kolejne plemiona, które nie były w stanie stawić poważniejszego oporu. Jednym z tych, którzy postanowili walczyć z najeźdźcami, był starosta Estów zwany Lembitu. Nie miał on większych szans, będąc zmuszonym do walki na kilku frontach (Estonię wówczas napadali oprócz Niemców także Rusini i Duńczycy), jednak pamięć o nim przetrwała do dziś i obecnie uznawany jest za estońskiego bohatera narodowego. Nam – graczom – przyjdzie się wcielić w niego i jego wojska, a naszym celem będzie powstrzymanie napierających zewsząd wrogów.

Zawartość

Do gry w Lembitu wykorzystujemy planszę, 3 kolorowe kości, pionki, żetony twierdz i buntów oraz drewniane kosteczki symbolizujące oddziały wrogów. Wykonanie gry niestety jest mało atrakcyjne, choć nienajgorszej jakości. Wykorzystane grafiki są skrajnie ascetyczne, co zresztą widać na zdjęciach. Do tego dochodzą badziewne (w porównaniu do innych, aktualnie wydawanych gier) pionki i rzucający się w oczy brak finalnej korekty, który poskutkował np. źle zaznaczonymi połączeniami na mapie. O ile specyficzny, bardzo nieskomplikowany styl jestem w stanie przeboleć, o tyle niedopracowania w tak prostej w sumie grze nie powinny się zdarzać. Z początku przeraziła mnie też instrukcja, bo od pierwszej strony mamy wyłącznie tekst po… estońsku, ale na szczęście zawiera też nienajgorsze angielskie tłumaczenie. Gra jest przy tym całkowicie niezależna językowo. 

Jak grać?

Zasady Lembitu są równie proste, jak jej wykonanie. Jest to kooperacja, w której nie musimy osiągnąć konkretnego celu, a wytrzymać napór przeciwnika przez określoną liczbę rund. Nasze oddziały symbolizują pionki (od dwóch do czterech), a armie przeciwników – drewniane kosteczki. Aby wygrać, należy nie dopuścić ani jednego oddziału wroga do naszej stolicy. Swoje ruchy wykonujemy naprzemiennie z przeciwnikiem. Zależnie od liczby graczy, możemy wykonać od 3 do 6 akcji w turze. Zalicza się do nich: przesunięcie do innej pobliskiej osady, usunięcie kostki przeciwnika i wzniecenie buntu. Następnie rzucamy trzema różnokolorowymi kostkami i określamy na ich podstawie, które armie wroga przemieszczają się bliżej chronionego przez nas celu. Jeżeli przeciwnik zajmie pole z naszym pionkiem, jesteśmy wyeliminowani, natomiast jeżeli stłumi powstanie, jego siły rosną (sic!).

Pod płaszczykiem historycznym mamy tu więc do czynienia z grą logiczną, w której jedyną możliwością wygrania jest idealne planowanie naszych posunięć i unikanie błędów. Jeżeli zostawimy nasz pionek na trasie przemarszu wroga to kaplica, po stracie choć jednego gracza (a jest to wyeliminowanie całkowite) nasze szanse (i tak niezwykle wielkie) spadają prawie do zera. Kluczowe jest też wzniecanie powstań w odpowiednim miejscu i czasie, gdyż szybko stłumione przez przeciwnika jeszcze go wzmacniają, natomiast długo utrzymywane żetony rebelii przekształcają się w twierdze, które wróg musi zdobyć lub ominąć. Warto przy tym zauważyć, że w końcówce gry wydarzenia nabierają tempa i na każdy nasz ruch przypadają dwie akcje przeciwnika.

 

Wszyscy grają, a Niemcy wygrywają

Łatwo więc nie jest, rzekłbym wręcz: jest frustrująco trudno. Moja początkowa ekscytacja szybko ustąpiła w zderzeniu z mechaniką gry, która mimo zbalansowania ścianek na kostkach (teoretycznie) potrafi nas pokonać bez dania racji. Nawet przy idealnym planowaniu ruchów wystarczą dwa niefartowne rzuty, by oddziały wroga dotarły niemal do serca naszej biednej Estonii. O ile sam pomysł połączenia logicznej łamigłówki z kostkami – które sprawiają, że każda partia wygląda jednak trochę inaczej – brzmi co najmniej intrygująco, o tyle wykonanie kuleje. Lubię gry kooperacyjne i uważam, że w dobrym tytule tego typu wygrana nie powinna zdarzać się zawsze… ale jednak raz na kilkanaście gier to trochę mało. Gdybym za każdym razem był przekonany po przegranej partii, że w którymś momencie popełniłem błąd, byłbym w stanie to zrozumieć. Zbyt często jednak nasze rozgrywki kończyły się porażką, przed którą nie mieliśmy najmniejszych szans się uchronić. Może to zresztą i klimatyczne, ale… nie klimat jest w takiej grze najważniejszy.

Żeby nie było jednak niedomówień – mechanika działa, a moment, w którym wzniecane przez nas powstanie owocują wybudowaniem twierdz jest całkiem satysfakcjonujący. Gra przy tym się nieźle skaluje (niezależnie od liczby graczy, mamy łącznie 12 ruchów do wykonania w naszej turze) i szybko toczy. Lembitu jest podatne na syndrom lidera, tj. jednego z graczy, który zdominuje innych i będzie im narzucał swoje zdanie – przy tym jednak reguły są na tyle proste, że każdy powinien móc szybko opracować własną strategię. Jedną partię można rozegrać w 30 minut (a przy złych rzutach i w 10), a że elementów jest niewiele, rozkładanie i składanie wszystkiego zajmuje dosłownie chwilę. Czy to jednak wystarcza, żeby po Lembitu sięgnąć? Samemu, czasem, jak mam dobry humor, tak. Innym już raczej nie proponuję.

Podsumowując…

…muszę przyznać, że bardzo się na Lembitu zawiodłem. Temat i pomysł są interesujące i mają duży potencjał, jednak został on zmarnowany. Tak jak zwykle losowość mi nie przeszkadza (a wręcz pasuje), tutaj jest ona zbyt deprymująca. Do tego dodając mocno niedzisiejsze wydanie, stwierdzam z żalem, że miejsca u mnie nie zagrzeje. Gra jest zresztą ciężko dostępna i szczerze wątpię, żeby któryś ze sklepów w Polsce planował ją sprowadzić.

Plusy
  • oryginalna mechanika
  • nietypowy temat
Minusy
  • wykonanie nie porywa
  • błędy na planszy
  • frustrująca losowość
  • zmarnowany potencjał

Ocena: (2 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu 2D6.ee za przekazanie gry do recenzji.

Grzegorz Szczepański

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaLembitu
AutorAigar Alaveer
Wydawca2D6.EE
Rok wydania2015
Liczba graczy2 - 4
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 3
Liczba rekomendowana: 1, 2, 3
(2 głosy/głosów)
Czas gry60
Sugerowany wiek min.8 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)16 i więcej
(1 głosy/ów)
KategoriaFighting, Medieval
MechanikaAction Point Allowance System, Co-operative Play, Dice Rolling, Point to Point Movement
RozszerzeniaLembitu: Heavy Cavalry
RodzinaCountry: Estonia

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Grzegorz Szczepanski

Grzegorz Szczepanski

Moje pierwsze (i w związku z tym wciąż darzone ogromnym sentymentem) gry to Scotland Yard i Osadnicy z Catanu. Wolę tytuły lekkie i średnie (Magnaci, Cyklady, Wysokie Napięcie), nie gardzę też dobrą kooperacją (Pandemia, Robinson, Ucieczka: Świątynia Zagłady).
Grzegorz Szczepanski

Latest posts by Grzegorz Szczepanski (see all)