ONUS! Rome vs Carthage. Kryptonim „Total War” – recenzja

Nie pomylę się zapewne wiele, jeśli stwierdzę, że wielu zagorzałych planszówkowiczów albo kiedyś namiętnie grało, albo wciąż czasem gra na komputerze. Wielu z nich z kolei przynajmniej raz zetknęło się w życiu z serią Total War. Dla niezorientowanych – w skrócie: jest to cykl gier strategicznych, w których rozwijamy swoje imperium nad Morzem Śródziemnym/starożytnej Japonii/napoleońskiej Europie etc., ale przede wszystkich toczymy wielkie bitwy. Sam z przyjemnością grałem sporo w Rome: Total War, a po latach, dziwnym zrządzeniem losu, trafiła do mnie karciana gra, która niezwykle żywo przypomniała mi o godzinach spędzonych przed komputerem. Mowa tu o Onus! Rome vs Carthage, tytule wydanym przez hiszpańskie wydawnictwo Draco Ideas.

Komponenty

Komponenty

Alea iacta est

Niewielkie pudełko zawierające Onus! zdobi niezbyt piękna grafika, przedstawiająca dwóch żołnierzy – rzymskiego i kartagińskiego – na tle walczącego wojska. W środku znajdziemy małe karty rozkazów/wydarzeń oraz nieco większe, przedstawiające poszczególne oddziały. Do tego stos żetonów, zamszowy woreczek, instrukcja i pięć zwykłych, sześciościennych kości. Elementy są wykonane porządnie, przy czym karty i instrukcja są jedynie po hiszpańsku – zaznaczam jednak, że recenzowany przez mnie egzemplarz to pierwsza edycja gry, a druga – anglojęzyczna i wydana z dodatkowymi bonusami – została niedawno ufundowana na Kickstarterze (w sklepach ma się pojawić w okolicach maja). Co do kart, o ile oddziały wciąż mam we w miarę dobrym stanie, to rozkazy/wydarzenia się nieco zużyły, mimo że szybko włożyłem je w koszulki (dla wygody – angielskie tłumaczenia od wydawcy nie były zbyt praktyczne, co zapewne widać na zdjęciu).

Karta rozkazu/wydarzenia

Karta rozkazu/wydarzenia

Instrukcja jest dosyć skomplikowana i zrozumienie zasad zajęło mi sporo czasu, jednak warto tutaj zauważyć, że korzystałem z nieoficjalnego tłumaczenia na angielski i prawdopodobnie zostanie ono poprawione w nowej edycji. Niezależnie jednak od nieporadnego języka, można było nieco lepiej przygotować układ treści, bo wielokrotnie musiałem przerzucać kilka stron, żeby zrozumieć akapit.

Krajobraz przed bitwą

Krajobraz przed bitwą

Qui desiderat pacem, praeparet bellum

Onus! w założeniach jest grą bitewną, pozwalającą symulować bitwy toczące się w trakcie wojen punickich. Rolę jednostek – w przeciwieństwie do bitewniaków figurkowych – pełnią karty, na których nieco komiksową kreską przedstawiono bardzo wiele różnych oddziałów wraz ze statystykami. Również na kartach, choć nieco mniejszych, umieszczono rozkazy i wydarzenia, które pozwolą nam aktywować i przemieszczać nasze wojska. Gra pozwala na bardzo dużo różnych manewrów taktycznych – oddziały mogą poszerzać i zwężać front, tworzyć klin lub mur z tarcz, przeczekiwać i formować falangę. Wszelkie zmiany zaznaczamy specjalnymi znacznikami. Podstawowy mechanizm walki jest prosty – po zetknięciu się wrogich armii rzucamy kostkami, dodajemy modyfikatory ze statystyk i zaznaczamy rany. Sprawę komplikuje jednak fakt, że za każdym razem musimy uwzględnić mnóstwo modyfikatorów – za przygotowanie, atak z flanki, morale etc. Dzięki temu gra nie jest schematyczna i wymaga sporo taktyki, ale też doświadczenia.

Mrowie żetonów: generałowie, falangi, żółwie, rany itd.

Mrowie żetonów: generałowie, falangi, żółwie, rany itd.

Na początku każdej tury gracz zagrywa z ręki kartę lub kilka w celu aktywacji jednostek. Jest to niezbędne, żeby wykonać rozkazy: przemieszczenie, atak, przegrupowanie itp. Następnie są one rozstrzygane w kolejności: ruch; strzelanie; dalszy ruch (jednostki które mogą strzelać w biegu); walka bezpośrednia; ewentualne ucieczki. Na koniec gracz dobiera kartę (chyba że żadnej nie zagrał; wtedy dociąga 3 i odrzuca nadmiar). Po każdej kolejce sprawdzane są także ewentualne warunki zwycięstwa, ponieważ nie musimy zawsze umawiać się na bitwę do ostatniego żołnierza.

Krzyknij: „Gwałtu!” i poszczuj psy wojny

Jak to wszystko wygląda w praktyce? W skrócie: jest fajnie, ale przytłaczająco. Podoba mi się szeroki wachlarz oferowanych przez Onus! możliwości taktycznych, ale sugeruję stopniowe wprowadzanie dodatkowych opcji. My tego nie zrobiliśmy i w pierwszych partiach każda tura przeciągała się niemożebnie (a graliśmy na małe armie), ponieważ zoptymalizowanie ruchów nie jest proste, gdy każdą jednostkę można poruszyć lub przeformować na 8 sposobów. Doliczając niezbyt dobrze opisane karty, możecie sobie wyobrazić, że po trzygodzinnej bitwie na zaledwie 4-5 oddziałów po jednej stronie nie mieliśmy ochoty siadać od razu do rewanżu. A już tym bardziej na pełnowymiarową potyczkę!

Wojska najemne

Wojska najemne

Bardzo dobry (i mocno „komputerowy”) jest system morale. Każdy oddział ma swoją wartość (im bardziej elitarna, tym wyższą), która może być modyfikowana przez obecność generała w pobliżu, wrogie jednostki (np. słonie) i liczbę otrzymanych ran. W trakcie starcia wręcz, po rzutach na trafienie i zadaniu ran, każdy oddział musi zdać test morale i w przypadku niepowodzenia zostaje rozbity lub zmuszony do ucieczki. Oczywiście traci przy tym walory bojowe i jest go znacznie łatwiej doszczętnie wykończyć. Pozostawiony w spokoju uciekający żołnierze mogą jednak w każdej kolejnej turze się uspokoić i wrócić na pole bitwy, o ile nie uciekli za daleko (tj. poza ustalony przed grą obszar). W walce zatem nie każdy ginie od razu, a pozostawienie teoretycznie pokonanych przeciwników w spokoju może zaowocować nieprzyjemną niespodzianką w następnych turach.

Kawaleria rzymska wspiera rozbitych legionistów

Kawaleria rzymska wspiera rozbitych legionistów

Facta, non verba

Na pudełku Onus! wydawca podaje, że gra wymaga od jednej do czterech osób i trwa powyżej 30 minut. Pozwolę sobie to uściślić – jest to tytuł dwuosobowy z doczepioną opcją dla 3 i 4 graczy i umiarkowanie sensownym trybem solo. Czemu tak sądzę? Ponieważ z uwagi na dużą mnogość wariantów i opcji oraz nie do końca praktyczne (mimo wszystko) karty, jeśli będę miał ochotę stoczyć bitwę przeciwko graczowi wirtualnemu (tak bowiem to jest zaproponowane), zwyczajnie siądę do komputera. Będzie łatwiej, przyjemniej i szybciej. Doceniam jakość i stopień dopracowania wariantu solo, tyle że to nie dla mnie. Co zaś do grania w 3 i 4 osoby… eee… nie. Po prostu nie. Nie lubię gier wojennych, gdzie teoretycznie możemy grać drużynowo, ale w praktyce mogłaby być to jedna osoba. Pod tym względem Onus! na pewno nie zmienił mojego nastawienia. A co do czasu… 30 minut? Naprawdę? Nie ze mną pierwsze partie, nawet przy małych armiach, potrwają co najmniej 2 godziny, a potem – kiedy już mogłyby być szybsze – i tak pewni każdy przerzuci się na nieco bardziej rozbudowane potyczki. Nie umawiałbym się na grę w Onus!, nie rezerwując co najmniej 1,5h na partię.

Oddziały Hannibala

Oddziały Hannibala

Na pochwałę za to zasługuje przygotowanie historyczne gry. Same jednostki nie są oczywiście wzięte z „czapy”, po stronie rzymskiej do dyspozycji mamy legionistów (hastati, principes i triarii) czy welitów, a wojska kartaginy dysponują Libijczykami czy słoniami bojowymi. W instrukcji są też zawarte scenariusze oparte na prawdziwych bitwach: pod Kannami czy nad Jeziorem Trazymeńskim. Ogromny plus! Tym ciekawiej zapowiada się nowe wydanie, w którym zostaną dołączone nowe jednostki i scenariusze m.in. dla Greków i Persów.

Finis coronat opus

Nie ma co ukrywać, że Onus! wymaga w miarę dobrej znajomości języka – hiszpańskiego lub angielskiego (dopiero w nowej edycji). Pomijając jednak tę drobną niedogodność, gra jest na pewno warta uwagi – szczególnie dla fanów komputerowego „Total War” oraz wszystkich, którzy szukają ambitnego tytułu bitewnego, ale niekoniecznie marzą o figurkach. Miejcie jednak świadomość, że nie jest to rodzinna gra na pół godzinki, a wymagający, dwuosobowy pojedynek, w który trzeba trochę pograć, by wreszcie wykorzystać wszystkie oferowane możliwości.

 

Wcale nie za duże pudełko, jak na zawartość

Wcale nie za duże pudełko, jak na zawartość

Plusy
  • mnogość opcji taktycznych
  • zróżnicowanie jednostek
  • dosyć dobra jakość komponentów
  • regrywalność
  • im lepiej znamy grę, tym więcej z niej można wycisnąć
  • scenariusze historyczne
Minusy
  • nienajlepsza instrukcja
  • może trochę potrwać (na pewno dłużej, niż 30 minut)
  • przytłaczająca z początku
  • dobra tylko dla dwóch osób
  • duża zależność językowa, a angielska edycja będzie najwcześniej w maju

Ocena: (3,5 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Draco Ideas za przekazanie gry do recenzji.

Grzegorz Szczepański

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaONUS! Rome Vs Carthage
AutorLuis Álvaro Hernández, Alvar Sanz
GrafikRamses Bosque, Matias Cazorla
WydawcaDraco Ideas
Rok wydania2014
Liczba graczy1 - 4
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 4
Liczba rekomendowana: 1, 2, 3, 4
(20 głosy/głosów)
Czas gry60
Sugerowany wiek min.12 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)12 i więcej
(9 głosy/ów)
Zależność językowaModerate in-game text - needs crib sheet or paste ups
(13 głosy/ów)
KategoriaAncient, Miniatures, Wargame
MechanikaCampaign / Battle Card Driven, Card Drafting, Dice Rolling, Simultaneous Action Selection
RozszerzeniaONUS! Campaigns Book, ONUS! Greeks & Persians, ONUS! Terrain & Fortresses
RodzinaAncient Rome, Crowdfunding: Kickstarter, Crowdfunding: Verkami, LUDO

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Grzegorz Szczepanski

Grzegorz Szczepanski

Moje pierwsze (i w związku z tym wciąż darzone ogromnym sentymentem) gry to Scotland Yard i Osadnicy z Catanu. Wolę tytuły lekkie i średnie (Magnaci, Cyklady, Wysokie Napięcie), nie gardzę też dobrą kooperacją (Pandemia, Robinson, Ucieczka: Świątynia Zagłady).
Grzegorz Szczepanski

Latest posts by Grzegorz Szczepanski (see all)



  • Całka Riemanna

    Naszła mnie taka konstatacja, że to już kolejna gra po hiszpańsku w której kuleje tłumaczenie na angielski. Zupełnie nie wiem z czego to wynika, ale widząc karty rozkazów po hiszpańsku i po angielsku mam wrażenie, że wydawca żałował środków na (dobrego) tłumacza. Trochę jak łapanie się prawą ręką za lewe ucho. Można prościej i czytelniej.

  • Grześ Szczepański

    To prawda, tłumaczenia są kulawe. Niemniej jednak liczę na to, że na potrzeby egzemplarzy recenzenckich były robione na szybko i w nowej, kickstarterowej edycji będą lepsze

  • Pingback: GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #725 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja()