Roar! Łap potwora. Recenzja

20151129_122858[1]Gdy moi znajomi słyszą o grze hybrydowej czyli planszówce, do której potrzeba aplikacji na telefonie bądź tablecie, często pukają się w czoło. Ale czy rzeczywiście jest to tak dziwne połączenie?

Roar! Łap Potwora to według pudełka w pełni dźwiękowa gra planszowa i trudno się z tym nie zgodzić. Żeby złapać potwora, trzeba mieć naprawdę dobre ucho. Ale może od początku.

Kolorowe pudełko, a w pudełku…

20151129_122913[1] 20151129_122937[1]A w pudełku mamy porządnie wykonaną dwustronną planszę. Obie jej strony przedstawiają miasto, po którym będziemy się przemieszczać naukowcami, a gracz poruszający potwora będzie przed nimi uciekał. Jedna strona planszy jest prostsza, druga zdecydowanie ładniejsza ale nie tak przejrzysta jak pierwsza. Jednak już po kilku rozgrywkach widać, gdzie znajdują się poszczególne lokacje. Pozostałe elementy to bardzo grube żetony naukowców, plansze naukowców i potworów razem z ikonami opisującymi ich zdolności oraz garść żetonów, których możemy użyć do zaznaczania tego co usłyszeliśmy. Oprócz tego co znajdziemy w pudełku potrzeba nam będzie jeszcze jedna rzecz – aplikacja z App Store lub Google Play. Tak uzbrojeni możemy zasiąść do rozgrywki.

Sama aplikacja jest bardzo starannie zrobiona. Gracz sterujący potworem widzi na ekranie telefonu/tablecie planszę i umiejscowioną na niej swoją postać. Obracając wirtualną planszę, możemy obejrzeć stworka z każdej strony. Modele potworów nie stoją bez ruchu, lecz ruszają łapkami, przestępują z nogi na nogę. Bardzo ciekawie patrzy się na potwora, który stoi na tle naszego pokoju.

Łap potwora! Tam jest!

20151129_123110[1] 20151129_123025[1]Przy Roarze! bawić się może od 2 do 4 osób. Niezależnie od liczby graczy potwór jest tylko jeden, a naukowców zawsze jest trzech. Celem potwora jest dotrzeć do 3 miejsc w mieście (wyznaczanych przez aplikację), a zadaniem naukowców jest złapanie potwora, czyli położenie któregokolwiek żetonu naukowca na polu, gdzie stoi potwór. Nie zawsze jest to łatwe. Cała trudność i sedno zabawy polega na tym, że gracz ruszający potworem robi to poprzez aplikację, więc stwór nie jest widoczny na rzeczywistej planszy. Gracze sterujący  naukowcami, rozpoznają gdzie może się on znajdować słuchając dźwięków, które są odtwarzane po zakończonym ruchu potwora. W grze jest 14 różnych dźwięków odpowiadających 14 lokacjom na planszy (np. fontanny, ulicy, policji, czy szkoły). Odtwarzane są cztery (mogą się powtarzać) odpowiadające obszarom, z którymi styka się pole, na którym stoi potwór (zawsze stoi on na styku 4 pól). Musimy więc rozpoznać, co właśnie usłyszeliśmy, np. czy był to odgłos parku, a może jednak fontanna, i na tej podstawie wytypować miejsce, gdzie znajdziemy potwora. Pomocna jest tu bardzo plansza z pokazanymi ikonami miejsc. Co prawda, dorośli z początku mówią, że im niepotrzebna, ale okazuje się nader przydatna. Ale nie dość tego – potwór porusza się aż o 3 pola, gdy naukowcy mogą maksymalnie o 2.
20151115_184314
Dodatkowo każdy z naukowców jak i każdy z potworów (a mamy ich aż 3 do wyboru), ma swoją własną unikalną zdolność. Tak więc doktor może jeździć karetkami po planszy (czyli przemieszczać się od karetki do karetki), chemik może częściowo ograniczyć potworowi pole manewru, a technik sprawdzić, czy potwór znajduje się na którejś z linii prostych wychodzących od niego w każdym kierunku. Natomiast potwory mogą albo przeskakiwać naukowców, poruszać się kanałami lub maskować odgłosy swojego pobytu.

Złapany!

20151129_123139[1] Wiemy, że żeby złapać potwora, trzeba postawić pion naukowca na miejscu, gdzie on stoi. Jednak gracze sterujący naukowcami wygrają również wtedy, gdy skończy się określona liczba tur, a potwór nie odwiedzi wszystkich miejsc, które miał wyznaczone w wykonywanym zadaniu. Jeśli mu się to uda, wygrywa gracz kontrolujący potwora. Bo trzeba Wam wiedzieć, że każda misja ma przewidzianą określą liczbę tur na realizację zlecenia. Więc siedzimy, słuchamy, ustalamy strategie ruchów naukowców, odpalamy ich zdolności i łapiemy potwora. A ten grasuje po mieście z mikrofonem przyklejonym do pleców.
20151115_184656 20151115_184725
Mnie osobiście gra oczarowała. Bardzo prosta i przejrzysta aplikacja, śliczne potworki, starannie wykonana plansza i śliczne miasto na niej (czy wspominałam, że jest stylizowana na tablet?). Do tego niezwykle regrywalna. Po skończonej partii ma się ochotę na więcej i nie wiadomo kiedy kolejne godziny mijają. Dzieciaki są zachwycone i z wielką niechęcią odchodzą od gry. Mam nadzieję, że wkrótce pojawią się do niej dodatki, jak np. nowe miasto, czy też kolejne misje. Aż szkoda, że plansza przedstawia tylko jedno miasto.  

Plusy
  • Piękne wykonanie
  • Ćwiczy słuch i spostrzegawczość
Minusy
  • Jedna plansza
  • Mało misji

Ocena: (5 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Trefl za przekazanie gry do recenzji.

Wiele innych gier możesz kupić w dobrej cenie w sklepie naszego partnera – planszostrefa.pl.

Anna Owarzany

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaRoar! Catch the Monster
AutorHubert Spala
GrafikTomasz Larek
Wydawca999 Games, Trefl
Rok wydania2015
Liczba graczy2 - 4
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 4
Liczba rekomendowana: 2
(2 głosy/głosów)
Czas gry30
Sugerowany wiek min.8 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)6 i więcej
(1 głosy/ów)
Zależność językowaNo necessary in-game text
(1 głosy/ów)
KategoriaChildren's Game, Deduction, Electronic
MechanikaCo-operative Play, Grid Movement, Partnerships, Variable Player Powers
RodzinaDigital Hybrid, App Required, Monsters

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Anna Owarzany

Anna Owarzany

Lubię gry, gdzie trzeba kombinować, choć zwykle przegrywam. Nigdy nie odmówię zagrania w: 51. Stan, 7 Cudów Świata, Mancala, Chaos w Starym Świecie, Geniusza i kilka innych.
Anna Owarzany

Latest posts by Anna Owarzany (see all)