Czy niemowlę można przekonać do gier planszowych?

Niejeden, który czyta te słowa, może stwierdzi, że co za głupota, gdzie niemowlę i planszówki?! Toż to to małe, wszystko bierze do buzi, ślini i nie ogarnia nawet jak kupę się robi, a co tu mówić o grze. Ale ja wam powiem, że niemowlę może mieć coś wspólnego z planszówkami i to nawet sporo. Natchnął mnie do tekstu Kuba Polkowski z Board Game Girl, który pisał o planszówkach i przedszkolakach i sposobie na nich, by chcieli grać w gry. Ja powiem coś z własnego doświadczenia i naszego Dominika – Dziecięcia 20-miesięcznego, którego usilnie przekonuję do gier, chociaż tak naprawdę on sam chce.

Czym skorupka za młodu nasiąknie…

No właśnie. Przysłowia maja mądrość i to również. Doskonale odnosi się do sytuacji planszówkowej. Jeśli nasze dziecko wyrasta w klimacie gier, bo rodzice co rusz na półkach ustawiają kolejne tytuły, bo grają ze znajomymi, bo otwierają kolejne gry, bo w pokoju już półek brakuje, bo wszędzie są pudełka, to taki potomek naturalnie będzie chciał w pewnym momencie zobaczyć co to. Dziecko chłonie ten styl, niejako nim oddycha, tak, że staje się to naturalne. Tym bardziej, że zazwyczaj maniacy planszówek, mniej oglądają tv, a częściej spędzają czas właśnie przy stole, więc dla malucha staje się to normalnym sposobem spędzania czasu.

wsiasc do pociagu 1

Grać kiedy dziecko je

Wiadomo, że kiedy jest niemowlę w domu nie gra się w nie wiadomo jakie gry, czasem nie gra się w ogóle, bo skupienie uwagi na potomku jest maksymalne. Nam udawało się, kiedy był przy piersi grać w Łap Psiaka, kiedy zajęty był jedzeniem paluszków w Witkacego. Podobnie było na konwentach, kiedy on zajadał chrupki my graliśmy – Speed Cups nawet dałam radę z małym na rękach.
dominik i witkacy

Zaczynamy od metody małych kroczków

Wiadomo, że nie od razu Kraków zbudowano i jeśli chcemy, żeby dziecko grało spróbujmy zacząć od prostych rzeczy. Przestańmy bać się zabaw z niemowlakiem elementami gier. Przedstawię wam kilka naszych przykładów gier, jakie wykorzystujemy niestandardowo.

  • Kolorowe biedronki – gra super dla niemowlaka, czasem wkładamy i wyciągamy kropki, a czasem tylko Młody kręci strzałką, ja pokazuję jaką biedronkę ma przesunąć i gdzie. Wymieniamy kropki. Staramy się przestrzegać zasad, że tylko wymieniamy się z biedronką, na którą wskaże strzałka. To jedyna zasada, ale od czegoś trzeba zacząć.
    DSC_1096
  • Wsiąść do pociągu – tu mamy jedną zasadę, dobieramy kolor wagonu do torów, budujemy na planszy, ustawiamy wagony. Młody nie rozróżnia jeszcze kolorów i czasem ma problem z ustawianiem, ale ma Mamę, która mu pomaga. Potem patrzymy, która trasa jest długa, która krótka.
  • Hej! To moja ryba – skaczemy pingwinami (staramy się) i zabieramy krę, którą pingwin opuścił, potem wrzucamy do pudełeczka (garnka), rozdzielamy na talerze i dajemy pingwinom jeść je.
  • Trzy świnki – tu mamy dużo do robienia. Młody rzuca kostkami i wtedy układamy domki, zgodnie z wytycznymi- drzwi, okna, dach. Kiedy przychodzi wilk burzymy wszystko.
    swinki 1
  • Hooop!– w grze rozkładamy żabki i kładki i skaczemy sobie zabierając kładki.
  • Zwierzaki na tratwie – dopasowujemy zwierzęta do kart i umieszczamy je w środku.
    zwierzaki

To takie nasze najczęstsze przykłady gier, jakimi się bawimy. Ale wykorzystujemy też różne inne elementy gier do zabaw, np. z serii Egmontu Zagraj ze mną, do której należą też Kolorowe Biedronki , ciągle mamy drewniane zwierzęta w użyciu, wkładamy króliczki do dziurek, karmimy, robimy im domki. Bardzo lubimy grę Cardline, przez długi czas karty pokazywane były przy jedzeniu i Młody z zapałem je oglądał. A tak w ogóle, to możemy wykorzystywać gry dla maluchów. Doskonałą grą jest pozycja Granny Pory Roku. My losujemy obrazki i układamy je w odpowiednich miejscach. Niby jest dla dzieci od 3 roku życia, ale nam służy od czasu gdy Dominik miał 1 rok i 2 miesiące.​​​​

granna pory roku 2

 

Ach i Och….

Wyrazy dźwiękonaśladowcze, wykrzykniki, wszelkie zawierające mnóstwo emocji zdania, generalnie nasz głos, mają znaczenie przy zabawie z dziećmi. Jeśli siedzimy nad żabkami i skaczemy, znudzonym głosem mówimy „hoop, zbieramy kładkę” , dziecko nie wytrzyma tego. Musimy uruchomić wszelki entuzjazm jaki mamy. I z werwą wołać, „no to teraz pierwsza żabka skacze, uwaga, bierzemy czerwoną żabkę, jest! Skacze, uff, przeskoczyła na liść, no brawo brawo. I zabieramy kładeczkę, no zabieramy…i ziuuu kładeczki nie ma” itp., chyba łapiecie o co chodzi?

granna pory roku1
Gry jako ćwiczenie paluszków

U nas sytuacja wygląda tak, że kiedy przychodzi kurier z jakąś grą jest szał. Trzeba ją natychmiast otworzyć i Młody wypycha elementy gier. Potem wrzucamy je do przegródek, chociaż czasami różnie bywa. Uwielbia wypychać, a ja się cieszę, bo przy okazji ćwiczy tzw. motorykę małą. Dodatkowo znów wchłania klimat gry, jej zapach, przygląda się obrazkom, zaciekawia, co jak sądzę w przyszłości zaprocentuje. A po drugie jest wdrażany do dbania o grę, zauważa, że elementy się segreguje, że mają swoje miejsce.
swinki 2

A nie niszczy gier?

Nam trafił się akurat taki model, który czasem miałby taką ochotę, zwłaszcza jak złapie karty, instrukcję, czy coś co nie jest dostosowane do jego rączek. Nie wynika to ze złej woli, po prostu nie ma tego wyczucia. Ale sposób jest jeden, daję mu to czym może się bawić. W naszych grach, zabawach wykorzystujemy tylko elementy z tektury, drewniane lub plastikowe. I powyżej przedstawiłam sytuację idealną, natomiast nie zawsze tak jest. Czasem po prostu bierze wagoniki i rozrzuca, bawi się doskonale mówiąc sypiesz. Zazwyczaj zabawa grą się wtedy kończy. Kiedy wypychamy elementy i on próbuje je rozrzucać, bo ma taki kaprys szybko zbieramy do pudełka, uczymy od małego szanowania gier, dbania o nie. Po każdej zabawie odkładamy wszystko do pudełka, uczymy się gdzie odkładać pudełko, żeby na nie nie stanąć. Czasami dla zabawy i nauki wyciągamy i odkładamy figurki do wypraski na swoje miejsca. To fajnie doskonali myślenie – dobieranie do wzoru. I to owocuje też czym innym. Młody często sam wkłada jedno w drugie pudełko, żeby nie zajmowały dużo miejsca, wypchane elementy stara się wrzucać do pudełka albo woreczka.

wsiasc do pociagu 2

Pora na dobranoc, bo już księżyc świeci…

My dorośli zazwyczaj siadamy do gier wieczorem, ja sama lubię tę porę. Ale przy dziecku jest inaczej. Jeśli nasz bobas zacznie dostawać, jak a to nazywam, „małpiego rozumu”, wszystko rozrzucać i wykazuje zero zainteresowania grami, spróbujmy o innej porze dnia. U dzieci wszystko ma znaczenie, zmęczenie, ilość wrażeń, godzina, głód. Próbujmy.

A może właśnie dlatego nie niszczy gier

Tak sobie myślę, że może właśnie dlatego nie mamy problemu z ciągle wyciąganymi pudełkami, a stoją przy samej ziemi niektóre, i z niszczeniem gier, że nie są one dla niego zakazanym owocem. Dziecko ma jakieś ramy narzucone przez nas, w których funkcjonuje, jest wolne i może robić co chce, bawiąc się grami, ale w ramach tej zaznaczonej przestrzeni. Daje mu to poczucie bezpieczeństwa, bo mama mi czegoś zabrania, wiem co mogę, a co nie, ale jednocześnie wiele mogę. I w przyszłości myślę, że dzięki temu, że planszówki są u nas obecne i nie chronimy ich przed Dominikiem, chętniej po nie sięgnie, nie zniechęci się, nie będą mu się kojarzyć z czyś, przez co rodzice tylko krzyczeli, że nie wolno, nie dotykaj, nie ruszaj, a z dobrą rodzinna zabawą, czasem spędzonym wspólnie, a o to chyba chodzi. Nie?

Anna Pilch

 

Anna Pilch

Lubi gry pięknie wykonane i z klimatem, choć jest też fanką gier logicznych. Nie lubi tytułów z długimi instrukcjami i milionem zasad do zapamiętania. Nie przepada też za klimatami fantasy i science-fiction. Bardzo ceni sobie "Robinsona Crusoe. Przygoda na przeklętej wyspie". Ulubione gry: Pandemia, 7 cudów, Świat bez Końca, Filary Ziemi, Qwirkle, Ciężarówką przez Galaktykę.


  • Michel_Leviathan

    Świetnie napisane. Stanęły mi przed oczami chwile, gdy sam grywałem ze swoimi niemowlakami! Potem zmieniły się w małe dzieci, a teraz ogrywają mnie w Carcassonne i zestrzeliwują bombowce w Nightfighterze
    Zdecydowanie zgadzam się z konkluzją – ponieważ gry nie są owocem zakazanym, a Wasz mały od początku oswaja się z ich obecnością, częściej i chętniej będzie po nie sięgał.

    • Dwie sztuczki które sprawią że dzieciaki zainteresują się jeszcze mocniej grami:
      1) Zakazany owoc: wybieramy kilka gier do których dziecko nie ma dostępu, stoją na półce i kuszą tajemnicą, na pytanie “Ale dlaczego nie mogę?”, odpowiadamy: “Bo to gra dla starszych”. Ziarno tajemnicy zasiane, dzięki niemu moment wejścia w dorosłą grę będzie dla dziecka dużym, wartościowym doświadczeniem.
      2) Basta!: grę przerywamy w momencie dużej ekscytacji małych graczy, nie pozwalając na spadek zainteresowania i znużenie, najlepiej tuż po skończonej rozgrywce. Metoda wzmacnia pozytywny odbiór gier jako rozrywki, jak i poszczególnych, granych tytułów.

      Pozdrawiamy!

  • Paweł

    Mojej córeczki nie trzeba było przekonywać. Obecnie ma 21 miesięcy a gry ściągała półki jak jeszcze raczkowała. A słowo “glę” było jednym z pierwszych słów, które wypowiadała.

  • Pingback: Duże gry w małych dłoniach – część 1 | Gra warta świeczki()