Baby blues – jak się nie rozpłakać ? Recenzja

babyblues (3)Co robi Gracz, który nie mógł pojechać na targi w Essen? Śledzi różne poessenowe rankingi i czyta pierwsze opinie o najgorętszych tytułach oraz próbuje wypatrzeć jakieś perełki, które wybiły się z oceanu nowych gier. Nieodłączną częścią targów jest ranking GeekBuzz, będący wynikiem komputerowego głosowania odwiedzających tę imprezą przy stoisku BoardGameGeek. W pierwszej dziesiątce rankingu potrafią pojawić się gry, o których przed targami nie było głośno, co zawsze wywołuje moją ciekawość, by dany tytuł przetestować, bo a nuż to jakaś ‘perełka’. W tym roku na miejscu piątym nieoczekiwanie pojawiła się gra o dość oryginalnej nazwie „Baby Blues”, co oznacza poporodowy stan emocjonalny cechujący się niepokojem i zmiennością nastrojów. Jak na mój nastrój wpłynęły partie w ten smoczkowo-pieluszkowy tytuł? Czy przeżyłam porozgrywkową depresję, a może dołączyłam z radością kolejne pudełkowe dziecko do swojej planszówkowej kolekcji.

Domowe przedszkole

babyblues (4)

Zawsze z uwagą wypatruję gier w niedużych pudełkach i sugerowanym czasem rozgrywki mieszczącym się w 30 minutach, licząc na ciekawą mechanikę i satysfakcjonującą rozgrywkę między cięższymi tytułami. Baby blues zwróciło moją uwagę nie tylko ze względu na wysoką pozycję na GeekBuzzie, ale także tematykę. Odezwał się widocznie mój instynkt macierzyński

Baby blues to gra karciana. Każdy z graczy (w liczbie od 2 do 4) prowadzi ośrodek opieki opieki dziennej dla małych brzdąców. Pod opiekę dostajemy pięcioro szczęśliwych maluszków machających do nas radośnie rączkami. Dzieci to w zasadzie pięcioraczki, bo wizualnie niczym się od siebie nie różnią. Jednakże niektóre z nich są dla nas bardziej cenne od innych – z tyłu każdej karty widnieją cyfry o 0 do 4.

Zasady są banalnie proste. Na początku gry układamy przed sobą nasze pociechy w dowolnej kolejności, tak aby pamiętać jakie wartości znajdują się na rewersie każdej karty dziecka. Następnie dostajemy na rękę 5 kart z talii głównej i możemy zacząć opiekować się naszymi podopiecznymi. Celem gry jest zapobieganie wybuchom płaczu dzieci, gdyż szlochającego bobasa nie da rady już uspokoić. Gdy nasza cała gromadka zacznie beczeć gra się kończy, a przeciwnicy zliczają punkty z niepłaczących dzieci.

babyblues (5)

Mechanika gry opiera się na zagrywaniu kart na siebie i na wybranego przeciwnika. Mamy tu trzy typy kart: czerwone, zielone i pomarańczowe. Jak łatwo się domyśleć karty czerwone przynoszą negatywne skutki, dlatego też w swojej turze można zagrać tylko jedną taką kartę kładąc ją przy czyimś dziecku. Przedstawiają one kupę, wyciągnięty smoczek, zdenerwowanego bobasa oraz klakson. Od razu taki maluch staje się nieszczęśliwy (kładziona jest nań karta obrazująca zasmucenie), a od tego już krok od płaczu. Jedynym sposobem, aby zapobiec płaczowi jest zagranie w swojej turze kart zielonych. Przykładowo: aby pozbyć się kupy musimy zagrać kartę z pieluszką, zaś receptą na zdenerwowanie jest zarówno zabawka, jedzenie i butelka z mlekiem. W grze występują jeszcze karty z pomarańczową otoczką, których używa się, aby przeszkodzić komuś w uszczęśliwieniu bobasa, podsuwając mu pusty słoiczek z jedzenie, albo psując ulubioną zabawkę. 

babyblues (6)

Wrażenia i podsumowanie

Tematyka gry sugeruje, iż będziemy mieć do czynienia z zabawną, lekką karcianką, nadającą się jako gra imprezowa lub do pokazania graczom rodzinnym. Lekka owszem jest, lecz jej zabawność kończy się po pierwszej partii. 

Przy odrobinie wyobraźni w Baby Blues możemy poczuć trud opieki nad gromadką bobasów. A to chcą jeść albo bawić się, a jak już je usypiamy to smoczek wypadnie z buzi i płacz gwarantowany. Grafiki są przyjemne dla oka i proste, dzięki czemu można je łatwo wytłumaczyć i nie budzą wątpliwości podczas rozgrywki. Oznaczenia na kartach czerwonych i zielonych informujące o tym, jakie karty służą do ich ripostowania są także klarowne. Buzie dzieci są urocze, ale niestety wszystkie takie same. Oprócz koloru talie kart bobasów różnią się jedynie symbolem na śliniaku. Szkoda.

babyblues (1)

Mechanicznie gra jest bardzo prosta i nie odkrywa przed nami niczego nowego. Ot zwykłe zagrywanie kart negatywnych na przeciwników, ratowanie siebie kartami zielonymi i liczenie na sporo szczęścia, aby to czyjeś wszystkie dzieci rozpłakały się jako pierwsze. Na ręce mamy zawsze 5 kart, które losowo dobieramy z talii głównej. Kart czerwonych jest na tyle dużo (29), że nie trudno dostać je na rękę. Zagranie takiej karty nie jest oczywiście obowiązkowe, ale wszak celem gry jest doprowadzenie dzieci przeciwnika do płaczu. Każdy zatem skorzysta z możliwości umieszczenia przed czyimś bobasem jakiejkolwiek negatywnej karty, co skutkuje od razu jego unieszczęśliwieniem. Jakie jest prawdopodobieństwo, że akurat na ręce mamy zieloną kartę (jest ich w talii 25) z odpowiednim symbolem, aby zdjąć z naszego dziecka kartę czerwoną i uchronić je przed rozpłakaniem się? Dlatego też wprowadzona została zasada, iż w swojej turze gracz może wymienić się z innym graczem dowolną ilością kart. W teorii brzmi to jak ratunek dla pechowego dociągu, jednakże w praktyce taka wymiana rzadko opłaca się tej drugiej stronie. W instrukcji przeczytać można, iż podczas takiej wymiany dozwolone jest oszukiwanie. Obiecujemy komuś, że przekażemy mu kartę ze smoczkiem, a wręczamy mu nieprzydatną w tym momencie pieluszkę. Brzmi zabawnie?

Po kilku turach mechanika rozgrywki po prostu nudzi, a losowy dociąg kart potrafi nieźle sfrustrować. Dodatkowo gra ma ogromną tendencję do uwzięcia się na jednego gracza, zwłaszcza gdy gramy w składzie 3-4 osoby. Jedna z moich partii zakończyła się po 5 minutach, gdyż jeden z graczy w dwóch kolejkach otrzymał od pozostałych po czerwonej karcie i nie był w stanie nic z tym zrobić. Wysoki poziom negatywnej interakcji nie budzi nadziei, aby gra przypadła do gustu graczom rodzinnym, zaś monotonna, nudna rozgrywka nie czyni z tego tytułu dobrej gry imprezowej. Jeśli macie wolne około 30 minut sięgnijcie lepiej po inny tytuł.

babyblues (2)

Plusy
  • oryginalna, całkiem ciekawa tematyka 
  • zasady, których można nauczyć każdego
Minusy
  • negatywna interakcja w czystej postaci
  • ogromna losowość, niewielka kontrola 
  • powtarzalna, nudna rozgrywka
  • można szybko przegrać z powodu skupienia się przeciwników na nas i pechowego dociągu kart

Ocena: (1,5 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Jumping Turtle Games za przekazanie gry do recenzji.

Agata Freindorf

planszostrefa2Tę i wiele innych gier możesz kupić w dobrej cenie w sklepie naszego partnera – planszostrefa.pl.

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaBaby Blues
AutorJurgen Spreutels
GrafikJurgen Spreutels
WydawcaDevir, Jumping Turtle Games, Kanga Games
Rok wydania2015
Liczba graczy2 - 4
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 4
Liczba rekomendowana: 2, 3
(5 głosy/głosów)
Czas gry30
Sugerowany wiek min.8 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)8 i więcej
(5 głosy/ów)
Zależność językowaNo necessary in-game text
(5 głosy/ów)
KategoriaCard Game, Humor, Negotiation, Party Game
MechanikaHand Management, Take That
RozszerzeniaBaby Blues Continues, Baby Blues: Little Angels
RodzinaJumping Turtle Games Baby Family Series

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Agata Freindorf

Agata Freindorf

Nowoczesne planszówki pokochałam od pierwszego zagrania w Cytadelę. Od tamtej pory na półce zaczęły szybko pojawiać się kolejne tytuły, których obecnie jest ponad 150. Chętnie poznaję różne gry, choć najbardziej ciągnie mnie do dobrych euro i sprytnych fillerów.
Agata Freindorf

Latest posts by Agata Freindorf (see all)