Pandemia: Na krawędzi. Recenzja

pandemia_na_krawedziMoja przygoda z grami kooperacyjnymi zaczęła się dosyć niefortunnie. Pierwszym przedstawicielem tego gatunku, z jakim miałem do czynienia, było Hanabi, którego zwycięstwo w plebiscycie SdJ w 2013 roku wciąż pozostaje dla mnie zagadką – do dziś uważam grę Antoine Bauzy za jedną nudniejszych pozycji, z jakimi miałem styczność. Na szczęście, mimo tego nietrafionego pomysłu, postanowiłem spróbować jeszcze raz – tym razem trafiłem na absolutnego klasyka, czyli Pandemię. Dzięki niej uwierzyłem, że da się zrobić dobrą, wystarczająco trudną i przede wszystkim wciągającą grę kooperacyjną. Mechanizm rozprzestrzeniania chorób, zróżnicowanie postaci, możliwość dostosowania poziomu trudności – wszystkie te cechy stanowią o niepowtarzalności i znakomitości dzieła Matta Leacocka. Za jeden z nielicznych minusów Pandemii uważałem jednak (i wciąż uważam) ograniczoną regrywalność, która sprawia, że po kilku partiach należy pudełko odłożyć na jakiś czas na półkę. Gdy tylko wydawnictwo Lacerta ogłosiło wydanie po polsku pierwszego dodatku, czyli Na krawędzi, od razu wiedziałem, że muszę go mieć – zapowiadało się idealne remedium na największą bolączkę gry.

Na początku recenzji warto podkreślić, że Na krawędzi (tytuł oryginalny: On the brink) nie jest jednym rozszerzeniem, a zestawem kilku modułów (podobnie jak np. dodatek do Kolejki – Ogonek). Ich wpływ na rozgrywkę – a w związku z tym i ocena – są różne, dlatego postaram się w kolejnych akapitach rozprawić się nimi po kolei.

Nowe elementy

Pierwsze wrażenie

Pudełko od dodatku do Pandemii wygląda solidnie i ozdobione jest bardzo klimatyczną grafiką – moim zdaniem lepszą od podstawki (a i tamta miała swój charakter). Wewnątrz, oprócz mnóstwa mniej lub bardziej przydatnych drobiazgów (o których napiszę później), znajdują się kolorowa instrukcja i biało-czarny notes bioterrorysty, potrzebny w jednym z wariantów. Duży plus dla wydawnictwa za jego grubość – nie liczyłem, ale na pewno ma dobre kilkadziesiąt kartek i wystarczy na długo. Instrukcja napisana jest bardzo czytelnie, zwięźle i ma logiczny układ – przedstawia kolejne moduły zgodnie z rosnącym stopniem ingerencji w rozgrywkę i tak też zaleca je wypróbować. Osobiście nie znalazłem w niej żadnej niejasności. Twórcy zamieścili też kilka przykładów i dodatkowe wyjaśnienia, tłumaczące zależności między kartami.

Nowe role, akcje, poziomy

Najbardziej „naturalne”, spodziewane rozszerzenie do podstawki, czyli po prostu dodatkowe karty. Oferują one nowe role, akcje specjalne, pozwalają na rozgrywkę w 5 osób i dodają nowy stopień trudności – legendarny. Postaci, w które teraz możemy się wcielić, to oprócz podstawowej siódemki: epidemiolog, kierownik terenowy, archiwista, ratownik, pracownik izolatorium i agent specjalny. Jak tylko poczytałem ich opisy, już wiedziałem, że to strzał w dziesiątkę – w Pandemii bardzo ceniłem regrywalność zapewnioną przez różny skład drużyny. Razem z dodatkiem rośnie ona w tym aspekcie lawinowo. Początkowo obawiałem się, że niektóre role są za słabe w stosunku do reszty, ale w praktyce wychodzi na to, że wciąż najmniej przydatną z postaci jest szef „planu B” z podstawki.

Nowe akcje też mogę nieźle zamieszać w rozgrywce, zwłaszcza dobrze użyta „zmiana specjalizacji”, która pozwala zamienić naszą postać na inną. Podoba mi się system, według którego do talii kart gry zawsze wtasowujemy teraz dwa razy więcej kart akcji, niż jest graczy – w ten sposób nieco rośnie nieprzewidywalność, ale i regrywalność Pandemii. Możliwość gry w 5 osób jest za to trudna do skomentowania – w praktyce po prostu dostajemy dodatkową kartę pomocy, która już przy drugiej partii nie jest potrzebna… zatem ja nie widziałem i nie widzę przeciwwskazań dla grania w samą podstawkę w pięciu graczy. Oczywiście pomijając fakt, że moim zdaniem im więcej osób, tym jest trudniej… Godne odnotowania jest dodanie dodatkowych „pustych” kart na własne role i akcje – ja się w takie rzeczy nigdy nie bawię, ale od przybytku głowa nie boli.

Dużo ról do wyboru

Na krawędzi wprowadza także legendarny poziom trudności, czyli po prostu dodatkową kartę epidemii do wtasowania w talię. Przyznam szczerze, że ze wszystkich utrudnień, jakie dodatek nam oferuje, to mnie najmniej interesowało, bo mechanicznie nie wnosi niczego. Nie ma co jednak narzekać, bo dodatkowa karta nikomu nie zaszkodzi, a dla wyjadaczy może być ciekawostką godną spróbowania. Tak czy owak, wygrać się – mimo wszystko – da. Siódma karta epidemii nie przyda nam się jednak, o ile zastosujemy rozszerzenie

Złośliwy szczep

W tym wyzwaniu jedna z chorób będzie szczególnie trudna to powstrzymania. Wyłaniamy ją w momencie wybuchu pierwszej epidemii na podstawie liczby kostek wszystkich kolorów na planszy (najliczniejsze zostają złośliwym szczepem). Na kartach użytych w tym wariancie mamy dodatkowy opis cechy, która ma nam utrudnić wyleczenie danej zarazy. I tak np. może się ona szybciej rozprzestrzeniać, powrócić po wyeliminowaniu, potrzebować więcej kart do wynalezienia lekarstwa itp. Z mojej perspektywy rozszerzenie Pandemii o złośliwy szczep, o ile już potrafimy wygrywać na trudnym poziomie, jest niezbędne. Zwiększa ono niepowtarzalność rozgrywek, nie ingerując jednocześnie istotnie w mechanikę – zatem bez zbędnych komplikacji uzyskujemy zwiększoną regrywalność. Jeżeli jednak wciąż będzie nam za łatwo, w rozgrywce może pojawić się

Mutacja

Tym razem zmiany w rozgrywce są nieco bardziej odczuwalne ze względu na pojawienie się piątej, specjalnej choroby (fioletowej – tradycyjnie nie ma nazwy). W pewnym uproszczeniu – może ona pojawić się wszędzie i chociaż rozprzestrzenia się znacznie wolniej niż inne, jest też groźniejsza, ponieważ mamy do dyspozycji tylko 12 (zamiast standardowych przy innych zarazach 24) znaczników mutacji. Jeśli więc szybko nie zabezpieczymy ognisk nowej epidemii, może nam bardzo wcześnie zabraknąć fioletowych kostek. Żeby wygrać partię, należy w tym wariancie wynaleźć aż 5 lekarstw. Mutacja ingeruje w rozgrywkę nieco bardziej niż złośliwy szczep, ale wciąż jest łatwa do ogarnięcia już po kilku rundach. Oba rozszerzenia da się połączyć, można też wybrać tylko jedno z nich – co polecam na początku, bo kumulacja utrudnień może wywołać prawdziwą frustrację przy 5 przegranej z rzędu.

W trakcie rozgrywki

Bioterrorysta

Najbardziej kontrowersyjny z nowych modułów wprowadza rolę grającego przeciwko pozostałym bioterrorysty. Motyw „jeden przeciw wszystkim” jest w grach znany i występuje w dwóch wariantach: tajnych zdrajców (Sabotażysta, gry mafiopodobne, Pokój 25, ponoć też Martwa Zima) albo jawnych złoczyńców (Scotland Yard, Listy z Whitechapel). Pandemia z bioterrorystą zalicza się do tego drugiego gatunku – wszyscy od początku wiedzą, kim jest przeciwnik, aczkolwiek nie zawsze wiedzą, gdzie się znajduje. Zadaniem „tego złego” jest rozprzestrzenianie fioletowej choroby (na podobnych, acz nie identycznych zasadach, co mutacja – oba rozszerzenia naraz nie mogą być używane). Jest on dokładnym odwróceniem pozostałych ról – zamiast stawiać akcje badawcze, niszczy je; zamiast leczyć – roznosi zarazę; do tego używa kart infekcji zamiast zwykłych. Gracz kierujący bioterrorystą wykonuje ruch po turze każdego z graczy, ale za to wykonuje mniej akcji (2 + ew. jazda lub rejs).

O ile wszystkie poprzednie dodatki jednoznacznie oceniam pozytywnie, o tyle wprowadzenie ludzkiego przeciwnika ma swoje plusy i minusy. Na pewno jest ono klimatyczne; jako gracz w pewnym sensie „wychowany” na Scotland Yardzie doceniam tę mechanikę, pasuje ona do tematu i wprowadza dużo świeżości… ale paradoksalnie, o ile bycie „złym” w większości gier jest najbardziej emocjonujące, o tyle w przypadku Pandemii czułem, że to nie to. Wynika to z faktu, że gra jest wystarczająco trudna bez bioterrorysty i jego zwycięstwo jest mało satysfakcjonujące. Bo cóż to za przyjemność z gry, jeżeli wiem, że mogę wygrać praktycznie nic nie robiąc? Dodatkowo rozszerzenie to wprowadza pewien downtime, a partia trwa przynajmniej 15, jeśli nie 30 minut dłużej, ponieważ ciężej zaplanować swoje ruchy. Nie wydaje mi się, żeby z bioterrorystą wygrać było o wiele trudniej niż w pozostałych wariantach, ale trzeba się przygotować na mocno wydłużoną i zmienioną rozgrywkę.

…i inne przyjemności

Na koniec warto wspomnieć o szczegółach, nazwijmy to estetycznych. Jednym z najfajniejszych gadżetów w pudełku są szalki Petriego, służące jako pojemniki na znaczniki chorób. Jest to rozwiązanie bardzo klimatyczne i przy tym wygodne – są one o niebo praktyczniejsze od woreczków strunowych. Wszystkie pionki są plastikowe, co delikatnie się gryzie z drewnianymi z podstawki, ale problemu tego nie będą mieli posiadacze dodruku Pandemii (gdzie wszystkie elementy wykonano z plastiku). Co do kart, ich odcień się delikatnie różni od oryginalnych, niemniej w ferworze rozgrywki jest to zupełnie nieodczuwalne.

Mieszane uczucia mam za to w kwestii wypraski. Z jednej strony jest ona trwała, dobrze rozplanowana i tak zrobiona, że elementy nawet przy transporcie nie powinny latać po pudełku. Teoretycznie zaprojektowano ją z myślą o przechowywaniu podstawki, dodatki i chyba nawet kolejnego rozszerzenia (In the lab, w Polsce ma się ukazać jako W laboratorium nakładem Lacerty). Nieprzemyślane jest jednak miejsce na karty. Nie dość, że jest tylko jedna potrójna przegródka (mogą się łatwo pomieszać), to jeszcze nijak nie da się w niej zmieścić wszystkich po zakoszulkowaniu (ja mam koszulki Mayday – jeśli ktoś ma takie, które się zmieszczą, chętnie przyjmę taką informację :)). Ze względu na specyfikę Pandemii (mnóstwo tasowania) nie wyobrażam sobie grania „gołymi” kartami, więc i tak część z nich trzymam w pudełku od podstawki.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

I choćbym nie wiem, jak się wytężał, karty nie wejdą

Podsumowanie

Krótko i treściwie – jeśli spodobała Ci się Pandemia, Na krawędzi jest zakupem obowiązkowym. Znacznie podnosi trudność rozgrywek (zawsze miłe w kooperacjach), zwiększa ich niepowtarzalność, jednocześnie nie zatracając swojego charakteru… no chyba ze grasz z bioterrorystą – niemniej, jeszcze raz powtórzę, to nie jest zły tryb i niektórym może się całkiem spodobać. Jeden mały minus, o którym muszę wspomnieć na koniec, to niestety cena – dodatek kosztuje minimum 90 zł i wydaje mi się nieco zbyt drogi w stosunku do podstawki (~110 zł). Niemniej, werdykt pozostaje w mocy – brać i grać!

 

Plusy
  • szalki Petriego!
  • podniesienie poziomu trudności
  • modułowość dodatku
  • nowe role
Plusy / minusy

  • wypraska – dobra, ale nie do końca
  • bioterrorysta – klimatyczny, choć nie dla każdego
Minusy

  • niestety, cena

Ocena: (4,5 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Lacerta za przekazanie gry do recenzji.

Grzegorz Szczepański

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaPandemic: On the Brink
AutorMatt Leacock, Thomas Lehmann
GrafikJosh Cappel, Régis Moulun, Chris Quilliams, Hans-Georg Schneider, Tom Thiel
WydawcaZ-Man Games, Albi, Asterion Press, Bergsala Enigma, Devir, Filosofia Éditions, Gém Klub Kft., Hobby Japan, HomoLudicus, Jolly Thinkers, Lacerta, Lautapelit.fi, Lifestyle Boardgames Ltd, MINDOK, Pegasus Spiele, Quined White Goblin Games, Wargames Club Publishing, Zhiyanjia
Rok wydania2009
Liczba graczy2 - 5
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 5+
Liczba rekomendowana: 1, 2, 3, 4, 5
(103 głosy/głosów)
Czas gry45
Sugerowany wiek min.8 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)10 i więcej
(36 głosy/ów)
Zależność językowaModerate in-game text - needs crib sheet or paste ups
(43 głosy/ów)
KategoriaEnvironmental, Expansion for Base-game, Medical, Science Fiction
MechanikaAction Point Allowance System, Co-operative Play, Hand Management, Partnerships, Point to Point Movement, Secret Unit Deployment, Set Collection, Trading, Variable Player Powers
RozszerzeniaPandemic: In the Lab, Pandemic: State of Emergency, Pandemic
RodzinaPandemic

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Grzegorz Szczepanski

Grzegorz Szczepanski

Moje pierwsze (i w związku z tym wciąż darzone ogromnym sentymentem) gry to Scotland Yard i Osadnicy z Catanu. Wolę tytuły lekkie i średnie (Magnaci, Cyklady, Wysokie Napięcie), nie gardzę też dobrą kooperacją (Pandemia, Robinson, Ucieczka: Świątynia Zagłady).
Grzegorz Szczepanski

Latest posts by Grzegorz Szczepanski (see all)