Pędzące jeże – czy jeże zastąpią żółwie? Recenzja

Któż z nas nie zna Pędzących żółwi niezrównanego hitu Reinera Knizii? Popularność tego tytułu w Polsce zaskoczyła nawet samego autora. Od kilku więc lat dzięki wydawnictwu Egmont Żółwie szturmem zdobywają popularność w wielu domach. Co sprawia, że są one tak atrakcyjne? Czy chodzi o szatę graficzną, temat, czy jedynie o prostotę zasad? A może o słynną i legendarną grywalność? Ot, chyba jest tu wszystkiego po trochu.

Ale przecież dziś mówimy o Pędzących jeżach (z wdzięcznym podtytułem Kolec w kolec). Otóż wszelkie nawiązania – tytularne, graficzne są tutaj zamierzone. Jeże w zamierzeniu wydawnictwa mają być niejako kontynuacją Żółwi.

Czy tak rzeczywiście jest? Zapraszam do lektury.

Pudełeczko

Pudełeczko jest wielkości… Hmm…Pędzących żółwi. Na okładce trochę chaosu. W końcu ścigają się jeże. W pudełeczku: plansza (wielkości tej co u poprzednika), karty (podobnie), a do tego 4 figurki jeży – spore, trwałe, drewniane…

Jeże do startu! A w tle oczywiście żółwie...

Jeże do startu! A w tle oczywiście żółwie…

Jakościowo wszystko OK, ale karty mogłyby być ciut wytrzymalsze. Wydaje mi się (bo niestety nie mogłem tego porównać  namacalnie), że te z Żółwi są jednak grubsze. Poza tym przyczepię się jeszcze do planszy. Wspomnę o tym przy zasadach, ale oznaczenia pól mogłyby być czytelniejsze. Czasem trzeba przestawiać figurki jeży, żeby zobaczyć, co jest pod nimi. Z tego, co wybadałem na BGG, wcześniejsze wersje miały te oznaczenia po boku planszy, co było o wiele praktyczniejsze.

Zasad troszkę więcej niż u Żółwi

Wspomniałem przed chwilą o innych wersjach. Tak, jeże wcześniej były i strażakami wspinającymi się po drabinie do pożaru, i niedźwiedziami pędzącymi do miodu. Jak więc widzimy temat jest dość umowny.

Klimat klimatem, a tu po prostu chodzi o karty z plusami

Klimat klimatem, a tu po prostu chodzi o karty z plusami

Już na samym początku należy podkreślić, że nikt tu nie będzie miał konkretnego jeża (czyli konkretnego koloru). Trochę to u dzieci powoduje bunt. Dlaczego nie mogę być zielonym? No cóż, tych różnic w stosunku do Żółwi znajdziemy jeszcze kilka.

Na początku wszystkie karty dzielimy po równo na graczy (od 3 do 5). Mamy więc pełną informację.

Gramy tyle rund, ilu jest graczy. Każda runda trwa do momentu, aż któryś z jeży dotrze do ostatniego pola.

Poruszać będziemy naszymi małymi zwierzątkami za pomocą kart. Na każdej mamy konkretny kolor (są też jokery) i jeden albo dwa plusy. Zagrywamy więc kartę, a następnie konkretny jeż idzie do przodu (tylko do przodu) o jedno lub dwa pola.

No dobrze, to kto wygrywa? Skoro nikt nie ma przypisanego żadnego z jeży, to trzeba to załatwić inaczej. Otóż mamy punkty: każda karta, która została nam na koniec na ręce (oprócz jokerów) jest warta tyle punktów, na jakim polu znajduje się przypisany do danego koloru jeż. Minimalnie jest to więc -1 punkt, ostatnie pole zaś daje 3 punkty. Poza tym gracz, który wykonał ostatni ruch i doprowadził jednego z jeży na koniec planszy, otrzymuje 3 punkty.

Przykładowa sytuacja na koniec gry

Przykładowa sytuacja na koniec gry

Mówimy tu oczywiście o wariancie podstawowym, bo jest jeszcze zaawansowany:

  • para kart z jednym plusem w jednym kolorze daje pięciokrotność wartości pola
  • karta z podwójnym plusem przemnaża wartość pola przez 2
  • pozostałe pojedyncze karty dają tyle punktów, na jakim polu jest odpowiedni jeż
  • za dojście do końca gracz otrzymuje 6 punktów.

Trochę więc tego jest i jak już wspomniałem mamy tu więcej zasad niż w Pędzących żółwiach.

Wrażenia

Pędzących jeży nie odbieram jako gry jedynie dla dzieci. Takich adresatów należałoby się spodziewać po takiej a nie innej szacie graficznej. Jednak niespodziewanie gra sprawdza się w gronie dorosłych. Proste zasady pojmie każdy, choć oczywiście pewnym problemem będzie końcowe punktowanie.

Bardzo ciekawy jest wprowadzony przez autora zabieg, że chcemy jak najwięcej zapunktować, ale żeby to sprawić, pozbywamy się kart, które dają nam te punkty. Tak więc tracimy i zyskujemy. Jednocześnie.

Ważny jest w tej grze także zmysł obserwacji: kto popycha którego jeża? kto jest naszym „sojusznikiem”? Dzięki temu możemy ocenić,  który jeż dojdzie najdalej. Wydawać by się więc z pozoru mogło, że to tylko prościutka gra dla dzieci, ale choć nie ma tu nie wiadomo jakiej głębi, to kombinowania trochę się znajdzie.

Jak ze skalowaniem? Pięć osób to najwięcej zabawy, „krótsza” ręka, ale też sytuacja na planszy zmienia się najbardziej pomiędzy naszymi ruchami. Trzy osoby to rozgrywka zdecydowanie bardziej do ogarnięcia. Niestety w 3 osoby najczęściej zdarzają się też przypadki „długiego” koloru, który zazwyczaj też daje wygraną. Szczególnie bolesne jest to w wariancie zaawansowanym. A skoro już o nim  mowa… Mamy tu trochę więcej liczenia, ale przede wszystkim zaplanowania całego rozdania. Powiedziałbym, że w tym wariancie rozgrywka/myślenie staje się jeszcze bardziej „matematyczne”.

Podsumowanie

Wizualnie nie można nic Pędzącym jeżom zarzucić. Troszeczkę można ponarzekać na planszę, ale to właściwie szczegół. Najważniejsza jest przecież przyjemność z rozgrywki. A ta jest spora. Jeże rzeczywiście będą tu pędzić. Żółwie są wolniejsze, cofają się, włażą na siebie etc. Tu mamy jasną sytuację – wszystko zmierza ku mecie.

Ot, i niespodzianka. My też chcemy być jak żółwie!

Ot, i niespodzianka. My też chcemy być jak żółwie!

Pewien paradoks gry – muszę zagrać kartę, żeby przesunąć jeża, ale muszę ją też zachować, żeby dobrze zapunktować – jest bardzo ciekawy i wymusza na graczach trochę kombinowania. Czy spodoba się to wszystkim młodszym graczom? Czy będą w stanie załapać? Na pewno dzieci potrzebować będą kilku rozgrywek na spokojnie, żeby oswoić się zarówno z „nieposiadaniem” jeża, jak i sposobem punktowania.

Pędzące jeże to gra zdecydowanie inna niż poprzednik. Jest zarówno trudniejsza, dłuższa (kilka rund), jak i dużo bardziej strategiczna. Wymaga też pewnych umiejętności w liczeniu. Tak więc co kto lubi. Solidne 3.5.

Plusy
  • przyjemna gra rodzinna – grafiki, drewniane figurki
  • 2 warianty, gdzie drugi podnosi troszeczkę poziom komplikacji
Plusy / minusy
  • to gra zdecydowanie inna od Pędzących żółwi – wyścig ma trochę inny charakter (patrz: recenzja)
Minusy
  • oznaczenia na planszy (patrz: wyżej)
  • trochę za cienkie karty jak na grę dla dzieci
  • nawet dla 6-latków może się okazać nieintuicyjna („To ja nie mogę być zielonym??”), zwłaszcza wariant zaawansowany jest zdecydowanie wymagający

Ocena: (4 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Egmont za przekazanie gry do recenzji.

Łukasz Hapka

Galeria:

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaBucket Brigade
AutorReiner Knizia
GrafikTom Lackner, Rolf Vogt, Rob Walker
WydawcaEgmont Polska, Face2Face Games, Hobby World, HomoLudicus, Piatnik, Ubik
Rok wydania1998
Liczba graczy3 - 5
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 5
Liczba rekomendowana: 3, 4, 5
(6 głosy/głosów)
Czas gry30
Sugerowany wiek min.7 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)6 i więcej
(5 głosy/ów)
Zależność językowaNo necessary in-game text
(6 głosy/ów)
KategoriaAnimals, Card Game, Children's Game
MechanikaHand Management
RodzinaAnimals: Bears, Animals: Hedgehogs/Porcupines

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Łukasz Hapka

Łukasz Hapka

Jest miłośnikiem gier złożonych. Mimo wszystko sympatią darzy wiele tytułów, niekoniecznie mózgożernych. W kręgu jego zainteresowań są także gry logiczne.
Ulubione tytuły: Race for the Galaxy, Le Havre, Lewis & Clark.
Łukasz Hapka

Latest posts by Łukasz Hapka (see all)