Król i Zabójcy – Gdy król chodzi piechotą. Recenzja

opakowanie Król i ZabójcyTrafiła kosa na kamień, czyli przejście na drugą stronę mocy. Dał nam przykład Ignacy Trzewiczek, że teoria ewolucji z recenzenta w projektanta planszówek jest słuszna. Z recenzjami Trzewika można było śmiało kupować gry w ciemno, tak jak obecnie jego gry. Łukaszu Woźniaku, idź tą drogą.

Narracja

Nie każdy monarcha jest na tyle uprzejmy jak król Hiszpanii, by samemu zrzec się tronu. Twoją rolą będzie dopomóc mu w przymusowej abdykacji lub wręcz przeciwnie – stawić czoła hejterom korony. Tyran i wyzwoliciele. Zły król w obstawie brutalnych zbrojnych przeciska się przez tłum, by w jednym kawałku dotrzeć do schronienia. Poddani nie wiwatują ani nie proszą o autografy, lecz stwarzają okazję dla trzech spośród nich, by ci wyrazili głos ludu poprzez zadanie dwóch śmiertelnych ciosów w oblicze jego królewskiej mości. Tyle w teorii. Czy opis na pudełku wystarczy, aby stworzyć nastrój? Świeczka randki nie czyni. Aż się prosi zapożyczyć uniwersum Assassin’s Creed, ale licencję uzyskała już inna planszówka. Niestety, więcej fabuły tutaj nie uświadczysz, ale nawet warcaby znajdą swego adoratora.

prezentacja Król i Zabójcy

postaci Król i Zabójcy

Mechanika

Pudełko z grą mieści się do małej torby, zasady gry mieszczą się na kilku stronach, plansza mieści się na stoliku PKP , a rozgrywka mieści się w kilkunastu minutach. Przebieg gry dla każdego z dwóch graczy różni się. Obrońca wciela się w  króla i templariuszy, napastnik robi za pospólstwo i skrytobójców. Dwóch graczy, dwie strony, dwa cele. Pojedynek umysłów na tarczę i sztylet. Polem bitwy jest szachownica uliczek starego miasta, a sekundantem karty akcji. Karty te odmierzają czas gry oraz wyznaczają jej tempo. Informują kiedy skończy się gra oraz ile zdążymy zrobić w swojej rundzie. Poza poruszaniem się po planszy ku bramie (król) lub ku królowi (cała reszta) jest co robić. Waszmość tylko chodzi, i to wolno. Ale już jego przyboczni, zgodnie z prawem – najlepszą obroną atak, mogą kmiotków odpychać (przejście, król idzie!) , spychać z dachu (co się gapisz?) lub aresztować (chłosta i dyby), zaś skrytobójców usuwać z planszy (powolna agonia w lochach zamku). Co na to biedna swołocz? Poza wymachiwaniem pięściami i wypluwaniem przekleństw w stronę umiłowanego władcy, robią za sztuczny tłum. Wejście na dach ustawia ich w dogodnej pozycji startowej do serca władcy. I gdy takową odnajdą, mogą przemienić się w zakapturzonego asasyna rodem z gry wideo – wiadomo że skacze się szybciej i zabija skuteczniej, gdy ma się kozacki kaptur. A jak się zrobi dziubek, to nie ma króla we wsi. Nie żyje po raz pierwszy, nie żyje po raz drugi, zabity! – dwa ciosy w majestat króla strącają koronę zwycięzcy. Król zachować ją może dostając się do zamku nim przejdzie talia czasokart lub gdy schwyta (aresztuje podejrzanych lub zabije ujawnionych) wszystkich trzech zabójców. Gdy jedna ze stron zwycięży, zwykle następuje zamiana koszulek. Niczym w bajce książę i żebrak, król zostaje zabójcą, a zabójca królem. Szansa na odkucie się przy następnej grze osładza gorycz porażki.

karty do Król i Zabójcy

panie w Król i Zabójcy

Oprawa

Grafiki przywołują ducha czasu. Jeśli średniowiecze było nudne i monotonne, to nie widać tego w różnorodności przedstawionych postaci. Starzec, ladacznica, włóczęga, poborca, rajca, rzeźnik, podżegacz, świętobliwy, złodziejaszek, służąca, oprych, Helga – to repertuar, spośród którego przed rozpoczęciem gry rekrutujemy trzech skrytobójców. Obrazki są na tyle inspirujące, że nazywanie postaci jest zabawą samą w sobie niczym w Dixit. Ciekawe czy ta niewiasta nad pończochą trzyma nóż? W lasce starca ukryte jest ostrze? Włóczęga trzyma zatrute jabłka? Niestety, cały czar pryska gdy ujawniamy kto z wieśniaków jest zabójcą. Nie chodzi bynajmniej o zepsucie niespodzianki. Jedną z wyżej wymienionych barwnych postaci zastępujemy kartonikiem z namalowaną postacią ściągniętą z gry wideo. Na domiar złego cała trójca asasynów wygląda dokładnie tak samo! Grubas, starzec czy młódka – wszyscy w mig przeobrażają się w identycznego superbohatera (i to bez budki telefonicznej). Aż prosi się, żeby wraz z ogłoszeniem tożsamości wyciągnąć obrazek uzbrojonej w sztylet, ale wciąż kuszącej ladacznicy czy Helgi z tasakiem w ręku, stojącej pośród rozsypanych na bruku jabłek. Jeśli fabuła gry ogranicza się do zdawkowego opisu na pudełku, jeszcze większą zbrodnią niż królobójstwo jest nie nadrobienie jej takimi drobnymi, ale “robiącymi grę” szczegółami. W wykonaniu zawiodła też sama plansza. Tylko dwie kombinacje starówki nie wpływają wystarczająco dobrze na żywotność gry. Gdybym też chciał sprawdzić się w roli projektanta, zasugerowałbym modułową planszę i przykładowe wzory rozłożenia w instrukcji. Znając pomysłowość graczy, powstałyby dostępne w sieci kolejne kombinacje uliczek, stropów i zakamarków.

asasyni w  Król i Zabójcy

Rozgrywka

Gra blefu i strategii.  Na pewno do czasu, nim nie poznamy dobrze gry i naszego przeciwnika. Blef szybko zostaje wyparty przez chłodną kalkulacje i wszelkie emocje pryskają. Po kilkunastu rozgrywkach mniej więcej wiadomo jaką zastosować kombinację ruchów. Czynnik losowy jest niestety na tyle mały, że z każdą kolejną rozgrywką pogłębia się wrażenie powtarzalności. Dlatego radzę wszystkim maksymalnie cieszyć się z gry, nim proza gracza was dopadnie. Do tego czasu jest to rzeczywiście gra o tym, czy zabójca przechytrzy, króla nim ten wydedukuje kto jest zabójcą. Monarcha rozważnie stawia kroki, bo nie jest w stanie szczelnie otulić się kordonem ochroniarzy. Asasyn robi sztuczny tłum, zagęszcza atmosferę wokół króla, napuszcza na niego fale podejrzanych, aby odwracali uwagę od prawdziwego zagrożenia. Musi podchodzić do króla nie-asasynami, żeby król myślał, że to asasyni i jednocześnie poruszać asasynami tak, by król myślał, że nimi nie są.

Grałem z różnymi graczami i spotkałem się ze skrajnymi opiniami w kwestiach rozwiązań mechaniki gry, a konkretnie liczby szans jaką asasyn ma na zabicie króla. Obecnie gra promuje taktykę, dając zabójcy trzy szanse a królowi dwa “życia”. Zamiast iść na żywioł, można rozważnie planować atak. Z drugiej strony odbywa się to kosztem dramaturgii, emocji. Do tego stopnia, że gra niektórych wręcz nudzi. Obie strony dysponują kilkoma szansami i rzadko dochodzi do sytuacji podbramkowych. Król ma aż dwa życia i całkiem dużą dozę czasu. Nie czuje pętli zaciskającej się wokół jego szyi. Pozycja asasyna jest równie wygodna – dysponuje trzema zabójcami. Gdybyś miał jeden strzał, jedną szansę… A tak – do trzech razy sztuka. Jak nie ten, to następny.

prezentacja Król i Zabójcy 2

na stos Król i Zabójcy

Podsumowanie

Warto sięgnąć po to małe pudełko na okazjonalnym planszograniu, kiedy “Król i Zabójcy” może zostać królem games roomu i zabójcą nudy. W takich okolicznościach przygody – polecam. Grę przyswaja się i rozkłada błyskawicznie, a rozgrywka jest niezobowiązująca. Przy pierwszym poznaniu zabawa w podchody, podpuszczanie siebie nawzajem, poznawanie zagrywek przeciwnika daje sporo frajdy. Czy w warunkach domowych przejdzie próbę zbierającego się kurzu ujemnie? U mnie próba wypadła niestety dodatnio. W końcu granie w „KiZ” stało się przykrym obowiązkiem recenzenckim, przyjemność z gry kończy się niczym miesiąc miodowy. Potem wszelkie zagrania są zgrane i rozgrywka niewiele wnosi nowego. Dowodem niech będzie to, że nikt przy naszych planszówkowych spotkaniach ani sytuacjach 1 na 1 nie proponuje powrotu „Króla” na stół.

Ocena

Jedna szczerozłota gwiazda dla błyskotliwej mechaniki opartej na podchodach, druga gwiazda dla rozgrywki prostej i przystępnej. Ode mnie w pełni zasłużone dwie gwiazdy, niech żyje król! Nie przeszkadza Ci brak złożoności, fabuły, klimatu? Nie przeszkadza Ci, że gra szybko się zgrywa, bo grasz okazjonalnie? Nie mów Królowi nie – trzy gwiazdki będą w pełni zasłużone. Krakowskim targiem ocena końcowa 2,5/5. To połowa stawki, nie najgorzej moim zdaniem jak na jedną z pierwszych gier w dorobku młodego projektanta.

Plusy
+ ciekawa mechanika podchodów i dedukcji
+ obrazki postaci żywcem wyjęte z mrocznych wieków
+ dobra dla początkujących i niewymagających graczy

Minusy
– trzy “Z” – Zapoznaj, Zagraj, Zapomnij, gdyż:
– schematyzm ojcem monotonii
– król jest nagi – brak warstwy fabularnej, która przykryłaby inne braki

Ocena gry: (2,5 / 5)

Dziękujemy wydawnictwu Galakta za przekazanie gry do recenzji.

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaKing & Assassins
AutorŁukasz Woźniak
GrafikDamian Bajowski, Tomasz Chistowski, Grzegorz Rutkowski, Michał Teliga
WydawcaGalakta, Heidelberger Spieleverlag, RUNES Editions
Rok wydania2013
Liczba graczy2 - 2
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 2
Liczba rekomendowana: 2
(9 głosy/głosów)
Czas gry30
Sugerowany wiek min.10 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)8 i więcej
(4 głosy/ów)
Zależność językowaNo necessary in-game text
(6 głosy/ów)
KategoriaBluffing, Medieval
MechanikaAction Point Allowance System, Grid Movement, Secret Unit Deployment, Variable Player Powers

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.