Rialto – recenzja.

Wyobraźcie sobie, że nie grałem w żaden tytuł Stefana Felda. Ani w „Luna”, „Bora Bora”, czy „W roku smoka”. Ale już po pierwszej partii zrozumiałem o co chodziło planszomaniakom, gdy opisywali cokolwiek mianem jego nazwiska. Projektuje bowiem tak, aby zachodziło sprzężenie między każdym występującym w niej elementem. I to się rzeczywiście na każdym kroku czuje.

Ale czy wiedząc to stanę się jego wyznawcą, czy raczej będę unikał pudełek okraszonych jego nazwiskiem na okładce? Odpowiedź będzie niejednoznaczna.

Wydawnictwo: Rebel
Sugerowana cena detaliczna: 99 zł
Liczba graczy: 2-5 [zalecam 3-4] Temat na forum: link
Język: polski

CO W ŚRODKU?

Ani mało, ani dużo – akurat tyle, by stwierdzić, że do elementów podchodzę absolutnie neutralnie. Jest ich wystarczająco dużo, by nie mówić, że płacimy za powietrze [choć oczywiście, jeśli się uprzeć, całość można wpakować do jeszcze mniejszego pudła]. Jest drewno, ładna, porządnie wykonana plansza, gruba tektura na kaflach. Nic nie kłuje w oczy, ale nie zachwyca jak w przypadku produktów wydawnictwa FFG. Jest OK.

A CO Z ROZGRYWKĄ?

Obiecałem Wam niejednoznaczność. Tak też się stanie, ale przedtem czeka Was żmudna lektura mojego skrótu zasad. Ok, żartowałem. Znajdziecie je tutaj, więc nie widzę sensu, abym wszystkie je wszystkie wymieniał. Stąd pozwolę sobie podać je w dużym skrócie, który jednak powinien pozwolić zrozumieć jakimi prawami się rządzi.

Nasza rola, oprócz dążenia do gromadzenia punktów zwycięstwa, fabularnie tłumaczona jest  tym, aby walczyć o wpływy w Republice Weneckiej. W tym celu budujemy mosty, obsadzamy poszczególne dzielnice swoimi ludźmi [czyli territory control], stawiamy budynki zapewniające nam profity. Wszystko to dzieje się na przestrzeni 6 rund podzielonych na 3 fazy.

W pierwszej będziemy wykładali losowo kilka kolumn z kartami, zabierali je na rękę [jeden gracz = jedna kolumna], a także aktywowali teraz zielone budynki, które wpływają na karty.

W drugiej zagrywamy owe karty – to właśnie za ich pomocą stawiamy budynki, osadzamy radnych, budujemy mosty, gromadzimy pieniądze. Ponadto mogą teraz aktywować żółte budynki pozwalające na małe szachrajstwa powiązane z m.in. pieniędzmi.

W ostatniej mogą aktywować niebieskie budynki, które wpływają na władzę.

Gdzie tu wspomniane zależności? Wszędzie. Zagrywając karty doży, przesuwamy się na torze, który determinuje kolejność i rozstrzyga remisy na swoją korzyść. Złoto potrzebne jest do aktywacji budynków, a te stawiane są za sprawą kart. A to wszystko dla radnych, których najpierw pozyskujemy, a później przewozimy gondolami [znów kartami!]. Gdy nastąpi koniec gry będziemy liczyli przewagi w poszczególnych dzielnicach, a do nich dodawali punkty z mostów [stawianych za …karty]. Nie ma więc takiej, którą uznalibyśmy za niepotrzebną. Nie ma w grze działania, które moglibyśmy określić za zbędne – nawet jeśli dobraliśmy [świadomie] takie karty, które nie przyniosą nam bezpośrednich korzyści, pozwolą obrócić sytuację na planszy przeciwko naszym rywalom. Wszystko idealnie się zazębia. Jest jednak jeden zgrzyt, który zauważyli na pewno co bardziej uważni.

Losowe rozstawianie kart.

Nie jednej, czy dwóch, ale kilkudziesięciu jednocześnie. Tym samym nie ma mowy o planowaniu długofalowym – optymalizujemy nasze działania pod kątem tego co wypadło. Tym samym nie można tu mówić o mózgożerności na jakimś niebotycznym poziomie. Zresztą nawet jeśli się spinać i do zabawy podchodzić poważniej, okaże się, że nie ma tu miejsca na silne emocje i dłuższe przestoje, bo decyzyjność jest raczej niskich lotów. Ot, zagrać, czy nie zagrać i w jakiej ilości.


PODSUMOWANIE

To bardzo sprawne mechanizmy zamknięte w eleganckiej mechanice, która jednak czasami dokucza swą losowością za sprawą kart. Choć nie tylko z tego powodu trudno mi powiedzieć, czy kupiłbym. Stąd ujmę to tymi oto słowy: gra jest dobra, ale nawet nie próbuje udawać, że sili się na cokolwiek nowego. A przecież jej targetem są gracze otrzaskani z dziesiątkami tytułów; planszowi maniacy w swym hobby brnący nawet dalej niż ja, którzy z niejednego pieca chleb jedli. Dlatego decyzję pozostawiam Tobie: jeśli nie masz podobnych gier na półce, a szukasz eleganckiego euro z łatwymi do wyjaśnienia zasadami – możesz zainwestować. W każdym innym wypadku będzie raczej przedłużeniem Twojej kolekcji gier, w których instrukcja zaczyna się od słów „punkty zwycięstwa”.

OCENA: (7 / 10)

+ Bardzo proste, przejrzyste zasady, które stanowią przy tym zamkniętą całość.

– „Ale to już było …”
– Losowość potrafi delikatnie dokuczyć
– Pozbawiona tego „czegoś”.

Za dostarczenie gry do recenzji dziękujemy wydawnictwu Rebel.

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaRialto
AutorStefan Feld
GrafikAndreas Resch, Hans-Georg Schneider
WydawcaPegasus Spiele, Ludonova, Rebel, Tasty Minstrel Games
Rok wydania2013
Liczba graczy2 - 5
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 5
Liczba rekomendowana: 2, 3, 4, 5
(67 głosy/głosów)
Czas gry45
Sugerowany wiek min.10 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)10 i więcej
(15 głosy/ów)
Zależność językowaNo necessary in-game text
(23 głosy/ów)
KategoriaPolitical, Renaissance
MechanikaArea Control / Area Influence, Auction/Bidding, Card Drafting
RodzinaCities: Venice, Country: Italy

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.