Mały Książę – recenzja

Mamy 70-rocznicę napisania „Małego Księcia”. Wydanie zatem gry na jej podstawie w tym okresie jest fajnym puszczaniem oka do społeczności, a przy tym miłym prezentem dla fanów powieści. Tym bardziej, że jest produktem dopracowanym i wyraźnie stworzonym z pasją do tematu. Co nie powinno dziwić, bo jego autorami są Antoine Bauza [„7 cudów świata”], oraz Bruno Cathala [„Mr. Jack”, „Cyklady” – dziękuję; w zamian za pomoc linkuję do bloga]. Tandem dał w rezultacie grę mechanicznie prostą, ale tylko powierzchownie.

Wydawnictwo: Rebel
Sugerowana cena detaliczna: 80 zł
Liczba graczy: 2-5 [zalecam 3-4] Temat na forum: link
Profil na BGG: link

ELEMENTY:

Pierwsze wrażenie zależy od tego jak przyjmiemy dość specyficzną kreskę jaką okraszono całą grę. Doskonale nawiązuje do pierwowzoru i ma swój niezaprzeczalny urok. Zresztą moim współgracze byli zgodni co do tego, że abstrakcja doskonale pasuje do charakteru załej zabawy.

Gdy zajrzeć do pudełka, ujrzymy znakomicie przygotowaną wypraskę. Każdy element ma tutaj swoje miejsce, dzięki czemu panuje względny porządek – nawet, gdy wyjąłem z torby po długiej, pieszej podróży, nie miałem żadnych obiekcji. Zresztą rzućcie sami okiem:

Cieszy tym bardziej, że spora część gier boryka się z problemem kiepsko zagospodarowanej przestrzeni.

BARDZO PROSTE ZASADY:

Rzut okiem na instrukcję i staje się jasne, że 5-minut później będziemy mogli grać. Nie pozostawia najmniejszych wątpliwości, a to za sprawą faktu, że składa się z kilku prostych czynności. Zresztą zilustrujmy to na przykładzie rundy:

1) Gracz rozpoczynający wybiera jeden z czterech, przygotowanych w fazie setupu, stosów z kafelkami. Są to: wnętrze planety, dwa rodzaje krawędzi i postacie. Wybiera z niego tyle elementów, ilu graczy bierz udział w zabawie np. przy czterech osobach dobiera cztery kafelki. Wykłada je jawnie na środku stołu.

2) Spośród nich bierze dla siebie jeden z nich. Pierwszy z nich będzie zalążkiem planety. Każde kolejne będą do niego dokładane. Wyznacza następnie kolejną osobę, która dobiera kafelek. Oczywiście jego wybór jest naturalnie mniejszy. Ów gracz wyznacza zaś kolejną osobę. Ostatnia zyskuje przywilej bycia graczem rozpoczynającym. Dzieje się to oczywiście kosztem skazania na dobranie tego co pozostało. I zaczyna znów od punktu pierwszego.

Gra toczy się do momentu, gdy wszyscy zbudują swoje planety złożone składających się łącznie z 16 kafelków. Wtedy też dochodzi do punktowania, a zależy ono od postaci, które posiadamy. Otóż na kafelkach znajdują się rozmaite symbole. Począwszy od rozmaitych gatunków zwierząt takich jak owce, słonie, czy węże, po wielkie baoaby, lampy, czy pudełka. Symbole zrozumiałe dla osób zaznajomionych z „Małym Księciem”.

Spójrzcie teraz na kafelki postaci, których w grze jest łącznie 11. Są to postacie znane z lektury. Mamy wśród nich, bowiem pijaka, ogrodnika, króla, myśliwego … Dochodzę do wniosku, że wiele osób, które podobnie jak ja czytały „Małego Księcia” wiele lat temu, mogą być poszkodowane z powodu abstrakcyjności całej otoczki. Można to przyjąć w ramach konwencji, tym niemniej dla pełnego zrozumienia zalecałbym ponowną lekturę.

Posiadana przez nas postać wskazuje, które elementy planszy i w jaki sposób punktują. Na przykład ogrodnikowi zależy na baoabach, które przynoszą znaczne korzyści, Mały Książę szuka pudeł, a pijak pragnie lamp. I tak dalej. Wybór kafelka podejmujemy więc dwojako – patrząc na niego zarówno przez pryzmat własnych korzyści, jak i oponenta. W sytuacji, gdy mamy wskazać następną osobę, która wybierze swoją część planety w naturalny sposób dochodzi do negocjacji. Zaskakujące zważywszy na charakter zabawy.

– „Wskaż go! Dasz mu wulkan i będzie miał ich nieszczęśnik najwięcej!”
– „Tak, ale są tutaj owce na których mi zależy, więc zastanówcie się dwa razy …”

PODSUMOWANIE:

To gra bardzo elegancka. Nic nie jest tutaj na wyrost i cechuje się niezwykłą lekkością; jest przy tym zaskakująco głęboka jak na swój ciężar, bo znalazło się miejsce na nutkę dyplomacji i analizy sytuacji. Dodajmy do tego fakt, że klimat niemal wylewa się z pudełka, a klaruje nam się obraz gry idealnej w swojej kategorii. No właśnie, jakiej kategorii? Prawdą jest bowiem fakt, że po kilku partiach doświadczenie gracze odłożą grę na półkę. Ale zdejmą ją stamtąd w sytuacji, gdy przyjadą np. młodsi siostrzeńcy. Bo to gra dla dzieci. Fantastyczna gra dla dzieci. Po prostu.

Planety prawie gotowe!

Moja zwycięska planeta

Ocena: (5 / 5)

+ Pomysłowy mechanizm przekazywania kolejności
+ Dobra skalowalność
+ Proste, ale bardzo spójne i przemyślane zasady

– Nie będę doszukiwał się minusów na siłę, bo takowych autentycznie nie znalazłem

Dziękujemy za dostarczenie gry wydawnictwu Rebel.

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaThe Little Prince: Make Me a Planet
AutorAntoine Bauza, Bruno Cathala
GrafikAntoine de Saint-Exupéry
WydawcaAsmodee, Asterion Press, Broadway Toys LTD, Gém Klub Kft., Heidelberger Spieleverlag, Hobby Japan, Kaissa Chess & Games, Lautapelit.fi, Lex Games, Ludonaute, Rebel, REXhry
Rok wydania2013
Liczba graczy2 - 5
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 5
Liczba rekomendowana: 2, 3, 4, 5
(50 głosy/głosów)
Czas gry25
Sugerowany wiek min.8 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)8 i więcej
(24 głosy/ów)
Zależność językowaNo necessary in-game text
(25 głosy/ów)
KategoriaNovel-based, Territory Building
MechanikaCard Drafting, Set Collection
RodzinaThe Little Prince

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.



  • Anonymous

    Lepszy rydz niż nic, ale zdjęcia się naprawdę kiepskiej jakości. Recenzja natomiast bardzo ciekawa. Pozdrawiam:)

  • Dla ścisłości – Bruno Cathala nie jest autorem Cytadeli, jest nim inny Bruno: Bruno Faidutti. Cathala jest współautorem chociażby wszystkim znanych Cyklad, Mr Jacków… A Boomtown lepiej w Polsce przedstawiać jako Piratów Egmontu