Hooop, czyli co ciekawego jest w skaczących żabach? Recenzja małżeńska

Jesteś dowódcą oddziału cyber-kawalerzystów dosiadających genetycznie zmodyfikowanych żab. Wyposażone w broń najnowszej generacji żabie komanda sieją spustoszenie na polach bitew, twoim zadaniem jest zetrzeć przeciwnika w pył i zdobyć jego centrum dowodzenia…

Tak pewnie mogłaby rozpocząć się recenzja gry „Hoop”, gdyby autor postanowił wydać jej wersję przeznaczoną dla „prawdziwych twardzieli”. No bo dajcie spokój – wyobrażacie sobie dorosłego faceta zasiadającego do gry, w której pionkami są różnokolorowe żabki, skaczące z liścia na liść?

A jednak, stało się, w końcu małżeństwo zobowiązuje :). Tak więc zaczynamy relację z naszej przygody z grą Hoop, stworzoną przez Adama Kałużę i wydaną przez Grannę.

Co tam w stawie? – czyli otwieramy pudełko

Krzysztof:w dość dużym pudełku (takim samym jak w przypadku „Krabów” i „Rancza”), znajdują się:

  • dwustronna plansza, na której przedstawiona jest powierzchnia stawu z liśćmi, po których poruszają się żabki. Jedna strona jest przeznaczona do gry w 2 i 4 osoby, druga do gry w 3 osoby;
  • 12 plastikowych żab w czterech rożnych kolorach;
  • 4 pola startowe, które przykładamy do planszy (z nich nasze żaby zaczynają grę);
  • 16 kart z różnymi specjalnymi akcjami do wykonania (po 4 dla gracza);
  • 50 kładek, umożliwiających przeskakiwanie z jednego pola, na drugie;
  • krótka instrukcja.

Wszystkie elementy, wykonane są z grubego kartonu, grafiki są całkiem sympatyczne, a instrukcja ilustrowana wieloma przykładami.

Ania: Elementy zawarte w pudełku są bardzo dobrej jakości, co ma szczególne znaczenie w przypadku potraktowania tej gry, jako gry rodzinnej, do pogrania z dziećmi, które nie zawsze przecież dbają o gry, czasem wyginają karty itp. Tu elementy nie psują się, żaby, ponieważ wykonane z plastiku, są wytrzymałe, pozostałe rzeczy również. No i oczywiście są kolorowe, miłe dla oka. Jedynym minusem jest równa liczba żab, tzn. nie ma żab zapasowych, np. po jednej z każdego koloru. W przypadku dzieci zgubienie małych elementów jest bardzo prawdopodobne, a gra z zastępnikiem nie jest już tak ładna.

Jak skakać, żeby wygrać, czyli o zasadach słów kilka

Krzysztof: Gra przeznaczona jest dla dwóch do czterech osób. Zasady są banalnie proste i ich zrozumienie nie zajmie zbyt wiele czasu. Celem gry jest przeprowadzenie swoich żab do pola lub pól startowych przeciwnika. Robi się to przez przeskakiwanie z jednego liścia na drugi. Skoczyć można tylko na liść sąsiadujący, pod warunkiem, że jest połączony kładką z tym, na którym się znajdujemy. Po przeskoczeniu, kładkę się zdejmuje. Gracz w swojej turze może: wykonać ruch żabą, dołożyć kładkę lub zagrać kartę specjalną.
Karty specjalne pozwalają na:

  • wykonanie dodatkowego skoku;
  • przeniesienie żaby, na sąsiedni liść, nie połączony kładką;
  • dołożenie dwóch kładek zamiast jednej;
  • usunięcie dowolnej kładki.

Wszystko to działa bardzo sprawnie, mi osobiście kojarzy się z podrasowanymi warcabami – zapewne przez te skoki. Ciekawą zasadą jest ta, która dotyczy sytuacji, gdy jeden gracz skoczy na liść, na którym znajduje się żaba przeciwnika. W takiej sytuacji, przeciwnik musi przeskoczyć na dowolne pole, zgodne z regułami wykonywania ruchów. Jeśli takiego pola nie ma, nie można wskoczyć na pole zajmowane przez przeciwnika. Z jednej więc strony można blokować w pewnym stopniu przeciwnika, z drugiej zaś można starać się go zmusić do wyboru mniej optymalnej dla niego drogi.

Gra jest bardzo szybka, no chyba, ze ktoś, jak to mówi moja Żona „zamula”, co czasami mi się zdarza nawet w „Hoopie”. Najlepiej grało mi się we dwie osoby, bo mogłem skupić się na jednym przeciwniku, reagować na jego ruchy i starać się pokrzyżować mu plany. W większą liczbę osób, kładki kończą się zdecydowanie szybciej, a tym samym swobodne skakanie. Wykorzystanie w odpowiednim momencie kart specjalnych, może stać się kluczem do zwycięstwa.

Ania: Hoop rzeczywiście polega na przeskakiwaniu z liścia na liść, ale wymaga także pewnej strategii. W moim odczuciu jest ona łatwiejsza, gdy gra się w dwie osoby, choć wówczas jest również mniej interesująca, poprzez tę przewidywalność. Dla dzieci również łatwiejsza była gra z mniejszą liczbą przeciwników. Sama strategia i zasady nie wymagają zbytniego tłumaczenia, chociaż siedmiolatki, mniej zaznajomione z grami niekoniecznie grają strategicznie, zagrywają karty i przeskakują po prostu na następne liście. Skupiają się na przeszkadzaniu przeciwnikom, zamiast na przeprowadzeniu swoich żab.

Czy Hoop to dobra gra? Podsumowanie

Krzysztof: Szczerze powiem, że lubię gry z klimatem i fabułą. Tutaj fabuła sprowadza się do trzech zdań w instrukcji. Nic na temat egzystencjalnych problemów żab, nie dowiemy się też dlaczego, żaby migrują i chcą zająć domki swoich przeciwników. Z drugiej strony jakoś mi to nie przeszkadzało. Jest to lekka, rodzinna gra, która zawiera pewną dozę kombinowania, a z drugiej strony jest bardzo prosta i szybka. To było dla mnie miłe zaskoczenie, bo oprawa graficzna sugeruje prostą grę dla dzieciaków. Gra mi się w nią przyjemnie, a wygrana przynosi satysfakcję. Świetnie sprawdza się jako przerywnik między cięższymi tytułami i jako główny tytuł dla graczy, którzy nie mają zbyt dużo czasu na grę. Na dwie osoby, jedna rozgrywka zajmowała nam od 15 do 20 minut.

Ania: Jak w przypadku każdej innej gry należy zadać sobie pytanie – co to znaczy dobra gra i dla kogo jest ona dobra? Gra jest świetnie wykonana, ma proste zasady, więc pod tym względem jest dobra. Uczy w prosty i szybki sposób myślenia logicznego, przewidywania konsekwencji, planowania. Jest bardzo dobra dla rodzin z dziećmi w wieku szkolnym. Można w nią grać kilka razy pod rząd, jest krótka, nie nudzi się szybko. Nawet jeśli jeden z graczy odejdzie wystarczy zmienić planszę i grać w dwie osoby lub trzy. Dla dorosłych może stać się nudna, zwłaszcza mężczyźni niekoniecznie będą zadowoleni z tematyki i kolorystyki. Dzieci zaś będą niż zachwycone. Czyli podsumowując jest to świetna gra, ale dla rodzin, młodzieży i dzieci szkolnych – do grania w świetlicach, w szkole, podczas spotkań rodzinnych, w czasie wolnym, a zwłaszcza teraz, kiedy zbliża się wiosna.

Plusy i minusy:
Ania i Krzysztof:

Zalety:
+ proste zasady
+ brak losowości
+ umiarkowana interakcja negatywna
+ krótki czas gry
+ ładne i solidne wykonanie

Wady:
– brak zmutowanych żab, nowoczesnego uzbrojenia i głębszej fabuły
– brak zapasowych żab.

Ocena:

Krzysztof: (5 / 5)
Anna: (4,5 / 5)

O „Hoopie” w sieci

Dziękujemy Wydawnictwu Granna za przekazanie gry do recenzji



Anna i Krzysztof Pilch
 

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaHooop!
AutorAdam Kałuża
GrafikPiotr Socha
WydawcaDr. Wood Challenge Centre, Gigamic, Granna, Kaissa Chess & Games, Kod Kod, Red Glove
Rok wydania2008
Liczba graczy2 - 4
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 4
Liczba rekomendowana: 2, 3, 4
(12 głosy/głosów)
Czas gry20
Sugerowany wiek min.7 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)8 i więcej
(5 głosy/ów)
Zależność językowaNo necessary in-game text
(5 głosy/ów)
KategoriaAbstract Strategy, Animals, Children's Game
MechanikaPoint to Point Movement
RodzinaAnimals: Frogs

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.

Krzysztof Pilch

Krzysztof Pilch

Lubi gry planszowe z klimatem, nie cierpi sucharów, choć nie znaczy to, że nie gra w euro. Fascynacja nowoczesnymi planszówkami zaczęła się u niego od „Dungeoneera” i gry przygodowe ciągle są mu bliskie.
Krzysztof Pilch

Latest posts by Krzysztof Pilch (see all)



  • Pingwin

    Nie da się ukryć, że gra jest cudownie piękna i pierwsze chwile nad planszą są wspaniałe.

    Ja bym jednak dodała, że adresowana jest raczej do młodszych niż starszych dzieci (klasy 0-1, ewentualnie 0-3 jeśli dzieciaki nie stykały się wcześniej z planszówkami) – w naszej rodzinie żabki pomieszkiwały od jakichś (plus/minus) trzech lat – jak dzieci miały lat 7 to się świetnie bawiliśmy, choć trzeba przyznać, że dla dwóch osób gra była nudna – zbyt dużo przestrzeni przez co interakcji było niewiele – każdy sobie rzepkę skrobał, pod koniec było tylko trochę przepychanek. Teraz moje dzieciaki mają po 10 lat i żabki zostały zastąpione bardziej ambitnymi tytułami. Podobne doświadczenia mają nasi szkolni koledzy i koleżanki.

    • Nie mogę zgodzić się co do nudy w przypadku gry dwuosobowej – w każdym wariancie sprawdza się wyśmienicie, choć faktycznie w Waszym wypadku mogła wystąpić sytuacja, w której każdy grał dla siebie.

  • W naszym przypadku gra dwuosobowa byłą najciekawsza, najwięcej można było szkodzić przeciwnikowi, sobie pomagać, planować. W więcej osób czasami używanie kart nie przynosiło większego skutku i niewiele zmieniało na planszy. Ale to chyba kwestia gustu, jak coś komuś będzie pasowało.