Rune Age – recenzja.

Dominion” wślizgnął się na rynek z miejsca podbijając serca graczy, angażując swoją nowatorską i niespotykaną ówcześnie mechaniką budowania własnej talii kart w trakcie zabawy. Pionier zyskał należny mu szacunek i miejsce w historii, a projektanci gier planszowych niezagospodarowaną przestrzeń. Stało się jasne, że tylko kwestią czasu będzie pojawienie się mniej, lub bardziej udanych inspiracji. W przypadku „Rune Age” można powiedzieć, że nie tylko zdołał zachować własny charakter, ale wyznaczył nowy szlak rozwoju, który warto zacząć eksploatować. Pudełko naturalnej wielkości, których gabarytów nie uzasadnia zawartość w postaci zaledwie kilkuset kart, a latałyby luzem, gdyby nie trzymająca to wszystko w szachu wypraska. Dokuczliwa jest również konieczność zaopatrzenia się w coś rozdzielającego karty, aby panował porządek przyśpieszający setup gry. Jedynym plusem nadmiernej przestrzeni jest miejsce na zapowiedziany już dodatek.

 

Tak, tak skromną zawartość skrywa pudełko.

Zanim przystąpimy do zabawy należy wybrać jeden z 4 dostępnych scenariuszy. Każdy zmienia oblicze rozgrywki, posiadając przy tym własne zaplecze fabularne. Będziemy mogli ścigać się w budowie cudu naszej rasy, nie atakując przy tym pozostałych uczestników, w „Wojnie runów” wygra ostatni na placu boju, „Kataklizm” czyni wszystkich jedną drużyną, która stara się przetrwać nadchodzące losowo wydarzenia, a ostatnim scenariuszu naszym celem będzie położenie trupem władcy smoków. Wszystkie wyposażone zostały w karty wydarzeń, które jednak z racji małej ilości, szybko zaczną się powtarzać.

Gra dwuosobowa – w górnym narożniku ludzie, w dolnym nieumarli.

Tłumaczenie zasad, niezależnie od grupy w jakiej to czyniłem, było bajecznie proste. W swojej turze można wykonać tyle akcji, na ile pozwalają nam karty. Za złoto kupimy jednostki, które z kolei umożliwią siłowe przejęcie neutralnych miast zapewniające wpływy dające złoto i neutralne karty ze wspólnej puli. Interesujący mechanizm, który opiera się na kole zależności. W każdym bądź razie, ilekroć coś zagramy/nabędziemy, trafia to do puli odrzuconej. Kończąc turę zrzucamy tam również zawartośc ręki i dobieramy pięć nowych kart. Jeśli nie mamy takiej ilości w talii, tasujemy pulę odrzuconą, z której od tego momentu ciągniemy karty. Ten oto prosty mechanizm pozwala na kontrolę tego co się pojawi, abyśmy z każdą turą zyskiwali na sile, zachęcając do pozbycia się już niepotrzebnych elementów.

Oczywiście zbroimy się nie bez powodu – nic nie stoi bowiem na przeszkodzie, aby zaatakować innego gracza. Ba, z racji tego, iż ofensywa jest premiowana, możemy się spodziewać ataku w każdym momencie. A, że walka została rozwiązana nad wyraz interesująco, nie staje się jedynie rutynową czynnością. Jednostki wykładamy, bowiem naprzemiennie, a posiadają własne, interesujące zdolności, które możemy odpalać, składając w miarę sensowne kombinacje. Na przykład rozpruwacz może zranić sojuszniczą jednostkę, aby zyskać kartę na rękę. Berserker zaś, będąc zraniony, zyskuje zaś kilka punktów siły. Szkoda tylko, że liczba kombosów jest ograniczona niewielką różnorodnością kart [każda rasa dysponuje 4 unikalnymi, niedostępnymi dla pozostałych jednostkami, choć możemy łączyć to z ogólnodostępnymi neutralnymi ze wspólnego stosu], a przy tym jedne rozwiązania są wyraźnie lepsze, co wymusza ich stosowanie, jeśli poważnie myślimy o zwycięstwie. Rozliczenie bitwy następuje z chwilą, gdy jeden z graczy spasuje, bądź nie będziemy posiadali więcej kart do zagrania. Wtedy liczymy łączną siłę bojową, a zwycięzca zyskuje kontekstową, zależną od tego co/kogo zaatakował, nagrodę. Obierając za cel stolicę innego gracza różnica będzie oznaczała liczbę zadanych obrażeń; wygrana z neutralnym potworem zapewni nagrodę, zaś podbój miasta zapewni przejęcie nad nim kontroli. Nie sposób się nie zgodzić, że klimatu i interakcji jest tu dużo więcej niż w przeciętnym przedstawicielu gier opartych na mechanice „deck-builduingu”.

Co zagrać?

 

Gra jest nad wyraz wciągająca, posiada banalne zasady, występuje tu sporo interakcji, a przy tym jest, odpowiednio zróżnicowania za sprawą scenariuszy, które statystycznie dają razem całkiem dużą regrywalność. Jednak nie jest tak różowo. Po pierwsze powtarzalność – szybko poznajemy wydarzenia jakie biorą w nich udział, więc z jednej strony pozwala kontrolować to przebieg gry [domyślając się, że za chwilę coś nadejdzie], ale tym samym zabija emocje związane z doborem. Po drugie: ograniczona liczba możliwości. Mała liczba kart nie pozwoli nam tworzyć szeregu strategii, bo już w okolicach 3-4 gry zauważymy, które są wyraźnie lepsze od pozostałych. Po trzecie: gra wręcz prosi się o dodatek. Szczęśliwie takowy nadejdzie, ale fakt, że „pełny” tytuł otrzymamy dopiero za dodatkową opłatą, czyni sytuację kiepskim interesem. Chyba, że nie planujemy dla niej kariery, bo nastawiamy się na ogranie i sprzedaż, albo traktowaniu jej jako bardziej rozbudowaną „chwilówkę”,czyli tytuł w przerwie od czegoś poważniejszego. Zdecydowanie bardziej polecam grę „Dominion”. Sklep gry planszowe 24 posiada go w swojej ofercie, którą gorąco polecam.

 

Ocena: (7 / 10) [z dodatkiem pewnie wzrośnie o jedno oczko].

  + Klimat i interakcja
+ Możemy kooperować, możemy grać przeciw sobie.
+ 4 dość zróżnicowane armie.
+ Bardzo łatwe, logiczne zasady.

– Ogólna ubogość; nie ma niczego w nadmiarze, czujemy niedosyt.
– Część zawartości ewidentnie wycięto na rzecz dodatku
– Może znużyć, jeśli zdecydujemy się na częste sięganie z półki.

Podstawowe informacje (na podst. BGG)

NazwaRune Age
AutorCorey Konieczka
GrafikJoao Bosco, Jason Caffoe, Chelsea Conlin, Simon Dominic, Carolina Eade, Melissa Findley, Tom Garden, John Goodenough, Anna Ignatieva, McLean Kendree, Emil Landgreen, Ignacio Bazán Lazcano, Jorge Maese, Dallas Mehlhoff, David A. Nash, Andrew Navaro, Brian Schomburg, WiL Springer, Nikolay Stoyanov, Santiago Villa, Matt Zeilinger, Ben Zweifel
WydawcaArclight, Edge Entertainment, Fantasy Flight Games, Galakta, Giochi Uniti, Heidelberger Spieleverlag, Korea Boardgames co., Ltd., Stratelibri, Wargames Club Publishing
Rok wydania2011
Liczba graczy1 - 4
Sugerowana liczba graczy Najlepiej w: 4+
Liczba rekomendowana: 1, 2, 3, 4
(67 głosy/głosów)
Czas gry60
Sugerowany wiek min.13 i więcej
Sugerowany wiek min. (wg użytk. BGG)12 i więcej
(21 głosy/ów)
Zależność językowaModerate in-game text - needs crib sheet or paste ups
(19 głosy/ów)
KategoriaCard Game, Fantasy
MechanikaCo-operative Play, Deck / Pool Building, Dice Rolling, Hand Management, Variable Player Powers
RozszerzeniaRune Age: Oath and Anvil
RodzinaThe Realms of Terrinoth

Informacje pochodzą z serwisu boardgamegeek.com. Więcej informacji o grze.



  • Anonymous

    Niestety ale Dominion pozostaje klasą samą dla siebie. 25 decków, zwykle dodawany 1 gratis, czasem dwa, produkt w pełni grywalny, miodny, a do tego dobrze skalujący się zarówno w 2 jak i 4 graczy.

    Niestety FFG od dawna wydaje półprodukty, a nie w pełni grywalne gry. Bo jak nazwać inaczej grę, w której aby dobrze się bawić, to trzeba dokupować hordy dodatków? Podobnie było z Inwazją…zresztą nie tylko.

  • Odnośnie polityki FFG.

    Gry LCG są nastawione na dodatki, dlatego startery nie były opracowywane z myślą o długim życiu. Akurat Rune Age jest takim półproduktem, wyraźnie wykastrowanym z zawartości w postaci dodatkowych kart jednostek do ras. Pozatym nie będę usiłował forsowąć stwierdzenia, że FFG wydaje niekompletne produkty, bo ta w istocie nie jest

  • Anonymous

    Rune Age to nie LCG, Inwazja to LCG więc nie może być pełnoprawną grą tylko starterem w przygodę z LCG. Rune Age jest dobry jako przerywnik, jako nowość ale na dłuższą metę się nudzi, dobrze że wychodzi dodatek który jest na tyle obfity że znacznie wzbogaci rozgrywkę – gorzej że Galakta na razie nie potwierdza wydania PL.

    • Bo oni zawsze nieco zwlekają, szczególnie w kwestii dodatków, które mogą pojawić się u nich z dużym opóźnieniem. Warto więc naciskać na forum w odpowiednim temacie, albo kupić wersję ang, bo przecież wszystko w tej grze jest jawne, a po jednej rozgrywce pamiętamy co dana karta robi

  • Anonymous

    Jak tak dalej pójdzie z dodatkami i grami PL (Pegasus, Kamień gromu teraz Rune Age) przestane kupować wersje PL i zostanę przy angielskich. Niestety wole czytać po polsku ale jak mam wybierać gra bez dodatków a gra z dodatkami to niestety wybór jest prosty.

  • Nikt nie może zmusić wydawcę do wydawania dodatków, jeśli wie, że jego sprzedać będzie nikła [a może to być podyktowane sprzedażą podstawki]. Tak samo nikt nie może zmusić nas, klientów, do nabywania polskich edycji. Niestety, ale wszystkiemu winna jest niewidzialna ręka rynku i to na nią można się najwyżej obrazić

  • Anonymous

    Osobiście Rune Age mocno mnie rozczarował. Naczytałem się na BGG samych superlatyw: trzy surowce, każdy potrzebny, kilka scenariuszy, cztery rasy o różnych zdolnościach itd. W praktyce okazuje się, że trzy surowce zbytnio nie wzbogacają gry (bardzo szybko mamy miasta, których podbicie nie stanowi większego wyzwania a same wpływy przez nie generowane bardzo szybko przestają mieć znaczenie), każda rasa ma całe 4 rodzaje jednostek, na scenariusz wykorzystuje się całe 4 karty neutralne, walki mało emocjonujące (w końcu są całe 4 jednostki plus jakieś neutralne) co w sumie sprowadza się do nudnego masowania kart. Generalnie straszna kaszana. Dla kontrastu dodam, że Dominion i Kamienie Gromu są świetne i uwielbiam w nie grać. Polecam omijać Rune Age szerokim łukiem.

    • Osobiście polecałbym zagrać we wszystko i samemu sprawdzić co jest dla nas najlepsze

  • Pingback: Gry planszowe w pigułce #53 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja()

  • Pingback: Informacje o grach planszowych w pigułce #60 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja()